Anna Laskowska Dietetycznie Siostro

19.04.2018

KOCHAC SIEBIE - ŁATWO POWIEDZIEĆ, TRUDNO ZROBIĆ!



Pewnie wydaje Ci się, że wszystkie kobiety, które akceptują swój wygląd, nie zastanawiają się nad nim, nie pragną go zmienić, nie udoskonalają go - bo po co zmieniać coś co akceptujemy?

Dziś chciałabym abyś zrozumiała, że akceptacja nie oznacza braku chęci do zmian.

AKCEPTUJĘ SIEBIE

Wyobraź sobie, że jesteś na diecie odchudzającej, ale co i rusz w ciągu każdego dnia diety coś podjadasz: a to skubniesz kanapkę od dziecka, a to cukierka u fryzjerki, a to ciasteczko w pracy itp. Niby nie dużo, ale jak się uzbiera takie podjadanie to można oszacować je na powiedzmy +400kcal. Takie 400kcal to cały posiłek i gdy uświadomisz sobie, że zjadasz dodatkowy posiłek w ciągu dnia, dlatego tylko, że uważasz to za drobiazg - dojdziesz do przyczyny tego, czemu nie chudniesz.

Czy zaakceptujesz to, że podjadasz? Że lubisz podjadanie? Że jesteś łasuchem?
- Najprawdopodobniej nie lubisz tego w sobie i z całych sił tępisz to zachowanie w sobie. Ograniczasz słodycze, walczysz z własną "słabością", jak to nazywasz. "Mam słabość do słodyczy" - brzmi znajomo? albo "Nie umiem się powstrzymać aby nie dojeść do końca po dziecku - przecież nie wyrzuca się jedzenia!", albo "Krysia miała urodziny, nie wypadało nie zjeść chociaż kawałka"....itd.

Czyli nie przyznajesz tym samym, że miałaś chęć na to czy tamto, że aż ślinka Ci ciekła, że uwielbiasz sprzątać te końcówki po dzieciach i że musiałabyś strasznie walczyć ze sobą aby odmówić tortu na urodzinach.

W efekcie masz do siebie pretensję, bo "znowu" nie umiałaś zapanować nad swoim cholernym łakomstwem!


i tak koło się obraca - Ty walczysz ze "słabościami", nie akceptujesz i nie pozwalasz sobie na odczuwanie pragnień, które odczuwasz więc......jesteś coraz bardziej zdenerwowana, skonfliktowana między tym "jaka chcesz być", a tym "jaka jesteś". Zaczynasz oceniać siebie i jeszcze mocniej chcesz WYTĘPIĆ "słabości", których nie akceptujesz....

ROZWIĄZAĆ KONFLIKT

Wyobraź sobie jeszcze raz tę sytuację opisaną powyżej: jesteś na diecie ale podjadasz. W końcu siadasz i zastanawiasz się czemu nie chudniesz.
Okazuje się że to dlatego, że wciąż podjadasz, więc:

1. jesteś na siebie strasznie zła, masz poczucie że zawiodłaś, załamujesz ręce i idziesz kupić sobie czekoladę, bo przecież i tak już włożyłaś tyle siły w to całe odchudzanie a tu się okazuje, że Ty po prostu nie potrafisz być na diecie, bo wciąż żresz. Więc załamka, czekolada i do widzenia dieto.
Za jakiś czas masz kolejny przypływ motywacji, zaczynasz dietę, która znowu kończy się tak samo....
Nie pozwalasz sobie na chęć na słodycze, nie akceptujesz w ogóle chęci na podjadanie - nadal walczysz, walczysz, walczysz....

2. Robisz rachunek sumienia. Zastanawiasz się przed czym najciężej ci się powstrzymać i dochodzisz do wniosku, że są to np. słodycze. Po prostu Twój mózg szaleje gdy widzi ciastka, czekoladę, tort! Całkiem lepiej radzisz sobie z powstrzymywaniem się od podjadania resztek po dzieciach lub podczas gotowania. Akceptujesz więc że jesteś łasuchem i stwierdzasz, że w Twojej diecie muszą być jakieś słodycze, bo inaczej zwariujesz! Wertujesz internet w poszukiwaniu fit przepisów, następnie kupujesz składniki i robisz swój pierwszy fit deser. Postanawiasz jeść go codziennie na lunch, bo wiesz że jego kaloryczność i odżywczość pozwala na takie działanie. Teraz codziennie możesz jeść coś słodkiego, masz dodatkowo poczucie, że odżywiasz się zdrowo i wartościowo, a także trendy ;) Twoje samopoczucie wzrasta i masz więcej siły do walki z podjadaniem podczas gotowania. Twoja dieta idzie lepiej i osiągasz pierwsze sukcesu :)

Ten przykład ma pokazać w prosty sposób to, że gdy akceptujemy swoje słabe strony to stajemy się otwarci na dialog z samą sobą. Zrozumienie siebie samej to podstawa do robienia zmian w życiu, a odchudzanie jest dużą zmianą.


Skoro wiem, że jestem leniwa, to zaakceptowanie tego nie oznacza, że zgadzam się na to - bo w ten sposób nigdy nie schudnę. To oznacza, że muszę poszukać sposobu, jak to lenistwo przezwyciężyć.

Skoro wiem, że mam okropny cellulit na udach, to akceptacja go nie oznacza tego, że wszystkim go pokażę i w ogóle się nie przejmę tym co sobie pomyślą. Taka akceptacja oznacza, że zastanowię się w jaki sposób mogę zmniejszyć jego widoczność bo przyznam, że faktycznie go mam i będę wiedziała, że jeśli nic nie zrobię to on zawsze tam będzie.

Akceptacja nie oznacza braku chęci do zmian, ale daje do nich drogę - daje możliwości. Ponieważ kiedy nie akceptujemy siebie i swoich zachowań to będziemy wyłącznie z nimi walczyć, a walka taka prowadzi wyłącznie do stresu, który będzie dodatkowym obciążeniem. Walka, stres i obwinianie siebie za to, że wciąż mam chęć na słodycze, albo wciąż mam ten wielki brzuch w żaden sposób nie prowadzi to do rozwiązania.

Rozwiązaniem może być tylko otwartość na to, że nie jesteśmy doskonałe i zastanowienie się nad tym, jak pomóc samym sobie w realizacji celów :) A taka pomoc jest możliwa tylko wtedy, gdy zaakceptujesz siebie codziennie troszkę bardziej.
Miłego dnia!


12 komentarzy:

  1. szkoda, że w szkole nie uczą takich rzeczy to prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Akceptacja jest bardzo istotnym czynnikiem do szczęścia. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zgadzam się z tym całkowicie :)

      Usuń
  3. Akceptacja samego siebie to ciężka nauka ale warto nad tym popracować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Samoakceptacja jest bardzo ważna w życiu człowieka i chyba większość osób się o tym przekonała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nice Website,
    The Blogger of this Blog is active person, I appreciate their efforts


    Multi Recharge Software,

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję, wciąż walczę ze swymi zachciankami, katuje siebie itd.jak Pani napisała. To cenne dla mnie co Pani napisała dając mi nadzieję że to jednak jest możliwe. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy motywujący tekst :)

    OdpowiedzUsuń