Zdrowie i równowaga zaczyna się na talerzu

JAK JEŚĆ NA WAKACJACH ABY NIE PRZYTYĆ

oraz sposoby dla rodziców na karmienie w podróży

PRZECHODZĘ NA POST PO RAZ DRUGI

Czym jest post Ewy Dąbrowskiej? Prawdy i mity - musisz to wiedzieć!

29.09.2017

CIACHO NA WEEKEND - czekoladowy biszkopt z masą orzechową


Ciacho na weekend, które Wam dziś proponuję to czekoladowy biszkopt bez białej mąki. Po upieczeniu szybko stygnie ale nie jest to miękki, piaskowy biszkopt tylko raczej dobrze zbity mazurek. To ciasto możecie oblać rozpuszczoną czekoladą lub przekroić, nasączyć sokiem owocowym (może być dla dorosłych z dodatkiem wermutu lub koniaku) i przełożyć powidłami.



Warto go dobrze posłodzić aby dzieci chciały zjeść, bo nie jest to mięciutki wypiek w typie wielkanocnej babki.

Polecam go gdy szukamy alternatywy do ciast z cukierni. Bardzo łatwo go zrobić i starczy na cały weekend.


Składniki
  • 6 białek
  • 100g gorzkiej czekolady
  • 150g erytrytolu lub ksylitolu
  • 80g oleju kokosowego
  • 80g mąki migdałowej
Moja orzechowa masa na wierzch
  • 90g orzechów nerkowca
  • 3-4 łyżki oleju kokosowego
  • 5 łyżek miodu (robiłam z myślą o dzieciach, dlatego miód w masie to opcja)

 Przygotowanie

Całe ciasto można przygotować z pomocą jednego blendera - ja testowałam właśnie blender Blaupunkta i dał sobie ładnie ze wszystkim radę :)

http://blaupunkt-sklep.pl/male-agd/165-hbd801wh-blender-reczny.html

Białka ubijamy jedną z końcówek. Czekoladę rozpuszczamy w wodnej kąpieli wraz z olejem - do rozpuszczonej dajemy erytrytol, aby się dobrze rozpuścił. Możemy zamiast czekolady użyć sypanego, gorzkiego kakao.



 



Białka delikatnie mieszamy z mąką a potem z rozpuszczonym olejem z dodatkami. Taką masę pieczemy w sylikonowej foremce na 180* przez maksymalnie 30 minut. Nakłuwamy patyczkiem i wyjmujemy gdy jest suchy po wyjęciu z ciasta.



Orzechy zalewamy rozpuszczonym olejem oraz dodajemy miód. Możemy użyć rozdrabniacza, który jest dołączony do kompletu tego blendera ręcznego Blaupunkt, albo użyć końcówki blendującej. Masą smarujemy wierzch wystudzonego ciasta.



Jeśli ciasto jest dla nas zbyt suche możemy je przekroić w poprzek na wierzch i spód. Wtedy spód nasączamy dowolnie sokiem owocowym albo syropem z dodatkiem alkoholu. Przekrojone ciasto smarujemy powidłami i odstawiamy do lodówki na godzinkę.



Zapewniam, że wystarczy weekend aby takie ciacho zniknęło z kuchni :)

Mąkę migdałową można oczywiście zastąpić np mąką jaglaną lub mieszanką mąki ziemniaczanej i ryżowej. Nie polecam używania mąki białej - jest zupełnie bezwartościowa i szkodzi w toku jej spożywania. Więcej o tym piszę TU


26.09.2017

UWAGA! JAK NIE JEŚĆ CHLEBA PRZEZ TYDZIEŃ? - o tak!


Na warsztatach z odżywiania kobiet w ciąży dużo mówię o tym, jak wiele niosą ze sobą rośliny strączkowe.

Dziś proponuję zamiast potraw jednogarnkowych - zamiennik chleba: wypiek z fantastycznej ciecierzycy "na wytrawnie" :)

W składnikach znajdziecie jedne z moich ulubionych produktów - pomidory z oliwy z pestkami dyni oraz przyprawę wegetariańską.

Pomidory są naprawdę pyszne, a dodatkowo przygotowane z dodatkiem nasion dyni. Dynię zaś warto dosypywać do jedzenia w okresie jesiennym, ponieważ wzmacnia odporność. Jest również bogata w witaminy z grupy B, ale to jedynie początek zalet pestek dyni. Dlatego warto je dosypywać do jedzonka - stanie się pyszne i zdrowe!
Używam ich do sałatek, wypieków, jako nadzienie do roladek z kurczaka lub zwyczajnie na kanapkę. Dzieciom mielę i dosypuję do masy na placki i naleśniki.

Natomiast wegetariańska przyprawa to świetny mix, który nadaje moim potrawom głębi smaku i fajny aromat. Poza tym ten producent nie dodaje glutaminianu sodu, co jest dla mnie ważne. Polecam tę przyprawę nie tylko do wypieków, ale również do gulaszu warzywnego (lub mięsnego), do pieczenia ryby, gołąbków lub kotletów.



PASZTECIKI Z CIECIERZYCY
Składniki
na 14 bułeczek

  • 700g ciecierzycy (już gotowej do zmiksowania, więc po ugotowaniu lub z puszki/słoika)
  • Słoik pomidorów suszonych w oliwie u mnie z pestkami dyni
  • 5 jajek (średnich, po 50g)
  • 1 łyżka kminku mielonego
  • 3 łyżki sezamu niełuskanego
  • 1 łyżka zmielonego rozmarynu (zmieliłam w młynku suchy rozmaryn)
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki przyprawy wegetariańskiej (która jest miksem: kminku, kopru, czarnuszki, kozieradki, gorczycy i kolendry)
  • Garść nasion słonecznika
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia (ja używam bezglutenowego, ponieważ nie pozostawia charakterystycznego dla proszku posmaku)

Przygotowanie

Ciecierzycę blenderujemy z jajkami i proszkiem do pieczenia. Następnie zmieniamy końcówkę na mieszadło i dodajemy sól, zmielone zioła, przyprawy, potem sezam, słonecznik i na koniec pokrojone w paseczki pomidory wraz z pestkami dyni. Staramy się wszystko odsączyć z oliwy.
Pozostałej oliwy nie wyrzucajcie! Jest wspaniała do podsmażenia jajka lub do sałatki!! Może stać sobie w słoiczku nawet 3 miesiące - bez pomidorów ;)
Powstałą masą napełniamy sylikonowe foremki na muffiny, z wierzchu możemy posypać jeszcze ziołami lub nałożyć łyżeczkę pesto :) Pieczemy na 180* przez 35-40 minut, aż wierzch będzie suchy i zacznie się rumienić. Można sprawdzić patyczkiem, czy wypiek w środku jest suchy.



Nie polecam piec w dużej foremce, ponieważ ten wypiek lubi się kruszyć. Dlatego rewelacyjnie sprawdza się jako bułeczka!
Te paszteciki możemy przechowywać w lodówce nawet tydzień zastępując sobie nimi pieczywo, co dla wielu z Was jest dużym wyzwaniem na diecie.
Paszteciki możemy również zamrozić.
W razie pytań będę Wam odpowiadać :)
SMACZNEGO!
Ania

21.09.2017

KIEŁKOWANIE I MROŻENIE ORZECHÓW, czy według Ciebie to w ogóle ma sens?


Orzechy - jedna z grup Super Food, o której mówię na warsztatach dla kobiet w ciąży, które właśnie trwają w Warszawie. Szczegóły o bezpłatnych warsztatach dla mam i kobiet w ciąży TUTAJ.

Orzechy zawierają dobre tłuszcze, białko, wiele składników mineralnych i są najlepsze na przekąskę lub gdy chcemy zjeść coś bardzo pożywnego, a nie mamy apetytu na jedzenie.

Jednak wiemy, iż orzechy są ciężkostrawne i nasz organizm musi wytworzyć sporo enzymów trawiennych aby sobie poradzić z orzechami. Przez to właśnie czasem po orzechach boli brzuszek, dlatego nie można dawać ich w dużej ilości dzieciom i dlatego ktoś wymyślił jak się pozbyć z orzechów tych naturalnych inhibitorów i kwasu fitynowego, który utrudnia nam wchłanianie z nich magnezu, wapnia, żelaza i cynku.

MOCZENIE

Właśnie dlatego należy wręcz moczyć orzechy a można również moczyć pestki (dyni, słonecznika), po to, aby wartości odżywcze były jeszcze lepiej wchłonięte przez nasz organizm.

JAK MOCZYĆ ORZECHY?
1. Wybierz do moczenia orzechy włoskie, pistacje, pekan, migdały i pestki dyni.
2. Mocz w osolonej wodzie (szczypta soli) pod przykryciem przez noc.
3. Odcedź je i zjedz lub osusz

SUSZENIE
1. Wysyp na "gołą" blachę orzechy i susz w piekarniku na 40-60* przez 12-24 godziny.
2. Po ostygnięciu przechowuj je w pudełku w zamrażalniku.

- NIE ZAMARZAJĄ, JAK MÓWIŁAM - SĄ CHRUPIĄCE I PYSZNE A DO TEGO:
1. Są zdrowsze, bo wartości odżywcze łatwiej zostają przyswojone, gdyż zredukujemy ilość kwasu fitynowego. Zwiększa się również zawartość witamin (szczególnie z grupy B). Powtarzam raz jeszcze - kiełkowanie budzi do życia!
2. Są zdrowsze bo już nie są ciężkostrawne, gdż zredukujemy inhibitory enzymatyczne.
3. Są zdrowsze, bo wymoczenie powoduje ich kiełkowanie, co wywołuje enzymy, które pomagają nam w ich trawieniu. A im więcej jemy pożywienia bogatego w enzymy tym mniej nasz organizm musi tych enzymów produkować. Dzięki temu dłużej jesteśmy młode i piękne :)
 
Mam nadzieję, że Was przekonałam, a mimo iż czynność jest pracochłonna, to można spokojnie wykonywać ją raz na miesiąc, ponieważ zapasy w zamrażalniku możemy spokojnie przetrzymywać do 60 dni.

14.09.2017

PRZEJMIJ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SWOJĄ DIETĘ czyli zewnątrzsterowność



Pisząc dieta, mam oczywiście na myśli sposób odżywiania jaki jest odpowiedni dla Ciebie i jaki wybrałaś...lub chciałabyś go wybrać tylko wciąż coś lub ktoś Ci w tym przeszkadza!
- no właśnie!!
KTOŚ i COŚ!

A może przejmiesz w końcu odpowiedzialność za swoje decyzje żywieniowe i za to co sama wkładasz sobie do buzi?

W psychodietetyce zrzucanie odpowiedzialności za nasze zachowanie na czynniki zewnętrzne nazywa się "Zewnątrzsterowność" i polega właśnie na tym, aby znaleźć poza sobą, wytłumaczenie własnego niepowodzenia.

Ja zawsze "zwalałam winę" za moje wybory jedzeniowe na:
- męża, bo to przecież on przynosi do domu "niedozwolone" produkty i tym samym "nie daje mi wsparcia w wytrwaniu na diecie"!
- na kolegów z pracy, bo codziennie znajdzie się ktoś kto obstawi się ciastkami na biurku lub (jeszcze lepiej!) ma urodziny i częstuje ciastem!
- na dzieci - jakby nie mogły zjadać do koca z talerza!! (Przecież nie wyrzucę, bo się zmarnuje!)
itd...
Znacie to??

Istnieją jeszcze inne argumenty, które odnajdujemy poza nami, aby usprawiedliwić nasze zachowanie: zła pogoda, droga siłownia, brak czasu (ten jest najlepszy!).

ZASTANÓW SIĘ

Czy naprawdę to co wkładasz do buzi w ogóle nie zależy od Ciebie?
Czy to jak spędzisz 30 minut wolnego czasu, naprawdę nie zależy od Ciebie?

PRZEJMIJ KONTROLĘ!

Pewnie, że początki są bardzo trudne, ale (wiem że to już słyszeliście!) - z czasem jest coraz łatwiej. Sama wiele razy byłam na początku, ponieważ przerywałam swoją dietę wiele razy: a to z powodu ciąży, a to z powodu kontuzji, a to z powodu ....no właśnie - z powodu Zewnątrzsterowności. Dopiero gdy spoglądałam wstecz, to żałowałam utraconych efektów ciężkiej pracy. Dlatego tak ważne jest zdać sobie sprawę, że TWOJA DIETA ZALEŻY OD CIEBIE. Ty i tylko Ty jesteś za nią odpowiedzialna. A skoro to jek się czujemy i wyglądamy ma swój początek na talerzu - to jest właśnie najlepszy moment, aby ten talerz wyglądał tak, jak tego pragniesz i żeby był taki, jakim go potrzebujesz!

#bestrong

05.09.2017

ROZSZERZANIE DIETY NIEMOWLAKA do 3 roku życia na żywym przykładzie



Dziś opowiem Wam w jaki sposób i kiedy zaczęłam rozszerzać dietę mojej córki oraz co jadła w kolejnych miesiącach życia aż do 3 roku.

Rozszerzanie zaczęłam po 6 miesiącach karmienia piersią  - i bardzo istotne tutaj jest to, że następnie karmiłam Natalię mlekiem modyfikowanym z butelki do 18 miesiąca życia.


Najpierw włączyłam tarte, surowe jabłko - po dwie łyżeczki, potem coraz więcej. Następnie po tygodniu gotowane marchew i jabłko, potem kolejne gotowane warzywa: brokuły, ziemniaki, kremy z warzyw na wywarze z warzyw. Podawałam również inne owoce - surowe oraz duszone.

W kolejności było również jajko, około siódmego miesiąca: na początku dodawałam żółtko do ziemniaczków gotowanych lub zupki, potem całe jajeczko na miękko oraz jajecznica na parze lub suchej patelni.

W około 9 miesiącu włączyłam również kaszę jaglaną, gryczaną, ryż, płatki ryżowe. Podawałam je albo z zupą albo w postaci deseru. Właściwie już wtedy byłam pewna, że Natalia nie ma żadnych alergii pokarmowych i nietolerancji na składniki pożywienia.

Przed skończeniem roku dałam jej też jogurt naturalny i mleko krowie, ale nie UHT, tylko takie "świeże", które jednak przedstawia jakieś wartości odżywcze.

PAMIĘTAŁAM
Że dziecko ma mały brzuszek, nie przekarmiałam. tylko do pierwszych urodzin wszystkie produkty to było "urozmaicenie" diety, która opierała się na mleku.

CO BYM ZROBIŁA INACZEJ
Z uwagi na to, że nie karmiłyśmy się dobrze - podawanie piersi wiązało się z okropnym bólem, nie zdecydowałabym się na przedłużenie karmienia, ale nie wprowadziłabym mleka modyfikowanego. Pominęłabym ten etap i przeszłabym na bezglutenową, niesłodzoną kaszkę i wprowadzała stałe pokarmy. Mleko krowie zmieniłabym na roślinne.
Dawałabym jej do picia więcej wody.

W pierwsze urodziny Natalia była gotowa zjeść kawałek swojego tortu, a był to biszkopt z galaretką. W pierwsze urodziny miała już 10 zębów.

Po ukończeniu roku Natalia jadła już bardzo dużo, to czego pilnowałam, to aby nie jadła:

  1. Kupnych słodyczy, choć bułki drożdżowe czy pszenne już jadała
  2. Potraw smażonych typu kotlety, frytki, mięsa itp.
  3. Soków owocowych i napojów kolorowych dosładzanych cukrem. Zasadniczo poza wodą piła soki dla dzieci bez żadnych dodatków poza zagęszczonym sokiem.
  4. Oczywiście nie jadła również potraw nie wskazanych dla dzieci (np.grzyby), tłustych mięs, słabej jakości wędlin.
  5. Nie stosowałam nigdy w domu margaryn, tłuszczy słabej jakości, nie używałam białego cukru, sól tylko różową himalajską lub dobrej jakości morską - w niewielkich ilościach.

W ciągu kolejnego roku Natalia zaczęła jadać placki, które robiłam zawsze z najróżniejszych składników, często bez mąki. Dodawałam mielone siemię lniane, ostropest, mielone płatki, suszone owoce, świeże owoce, zioła.

Słodziłam wyłącznie ksylitolem.

Natalia jadła razem ze mną wypieki z fasoli, wieloziarniste chleby, strączkowe ciastka.

Pilnowałam, aby codziennie zjadała dobrej jakości ogórka kiszonego lub jogurt. Podawałam jej drogie ryby, które kupowałam często tylko dla niej (15 dkg) :) Gdy dokształciłam się bardziej z zakresu odżywiania dzieci, eliminowałam jej w miarę możliwości finansowych krowi nabiał zmieniając go na roślinne odpowiedniki: ryżowe mleko, sojowy jogurt. Nigdy nie wpuściłam do kuchni białej mąki czy cukru ponieważ są to zupełnie bezwartościowe produkty, które wyłącznie zapychają jelita od najmłodszych lat. Pozwalałam sobie tylko czasem na kupienie jej słodkiej bułki, które bardzo obie lubimy i czasem (do tej pory) razem jadamy. Nie jest to jednak żadna norma - w domu zawsze jest pełnoziarniste pieczywo zawierające pestki słonecznika, dyni i siemię lniane. Teraz Natalia nie lubi nawet białych bułek.

Niestety do tej pory Natalia nie polubiła galaretek z agarem, nad czym bardzo ubolewam.

Gdy Natalia poszła do przedszkola razem z kilkorgiem rodziców udało nam się usunąć z przedszkolnego menu nutellę i parówki - tak, tak, były tam! No, ale to był 5 lat temu, a to dużo jeśli chodzi o świadomość w odżywianiu.


PAMIĘTAŁAM
Że mogę się sprzeciwić dawaniu mojemu dziecku kupnych słodyczy i robiłam to. Natalia pierwszy raz spróbowała lizaka na jakiejś imprezie dla dzieci gdy miała 1,5 roku. W domu zawsze mamy słodycze, ale są to słodycze ze sklepu ze zdrową żywnością: lizaki z ksylitolem, trufle z daktyli, żelki z agarem. Ciastka i ciasta robi zawsze babcia i używa do tego najlepszych i najbardziej wartościowych produktów, a czasem nawet przemyca jakieś superfoody: siemię lniane, młody jęczmień czy awokado. Używa wyłącznie bezglutenowych i razowych mąk oraz amarantusa. Do tego słodzi miodem i ksylitolem wyłącznie.

CO BYM ZROBIŁA INACZEJ
Dawałabym jej mniej mięsa a więcej wysokobiałkowych potraw roślinnych: fasolę po bretońsku, jednogarnkowe potrawki z ciecierzycą i gołąbki z soczewicą. Niestety Natalia nie jada takich potraw, bo nie jest do nich przyzwyczajona.

Kochane!
Porad i wskazówek w jaki sposób rozszerzać dietę najlepiej szukać moim zdaniem też na www.hafija.pl - to rzetelne źródło aktualnych informacji APP i WHO podzielonych przez ZD (Zdrowy Rozsądek) :)

Miłego dnia wszystkim bobasom mniejszym i większym.

31.08.2017

JAK WZIĄĆ SIĘ W GARŚĆ - tego nie wie lepiej nikt niż matka!



Oczywiście każdy z nas ma chwile słabości i zwątpienia. Jeśli zaczynasz swoją drogę ze zdrowym stylem życia, zmieniasz dietę na nową lub rozpoczynasz jakieś zamierzenia - to jest jasne, że łatwo nie będzie. Jak się motywować i jak sobie radzić ze zwątpieniem?

Oto moje sposoby na motywację i dodanie sobie powera w ciągu dnia, w różnych ciężkich momentach. Mam nadzieję, że i Wam się kilka sposobów spodoba i przyda :)

1. UŻALAM SIĘ NAD SOBĄ

Serio.
Naprawdę to robię bo...to jest potrzebne! Jeśli masz obok siebie ludzi, którzy nie poklepią Cię po plecach, jeśli wiesz, że nie możesz pokazać "słabej siebie" - użalaj się nad sobą. Powspółczuj, ponarzekaj w myśli ALE pamiętaj, aby to nie trwało zbyt długo :)

Przestaw budzik 10 razy, nie sprzątaj, nie gotuj. Jeśli dopada Cie nagłe zdołowanie - zamknij się w łazience, wyjdź z domu, ukryj się przed światem! - tylko zrób to raz i przez niedługą chwilę. Musisz zaraz się opanować i wrócić do działania, bo nic tak nie motywuje, jak działanie i nic tak nie oczyszcza jak pozwolenie sobie na słabość. Nie walcz ze sobą, ale też nie folguj złemu nastrojowi :)

2. DZIĘKUJĘ

Często i za wszystko co mam.
Za zdrowe dzieci, za godne życie, za moich czytelników (tak, tak - za Was również dziękuję :) ), za to że mogłam obejrzeć film, że mogłam sobie coś kupić, gdzieś wyjechać. Dziękuję też za niepowodzenia, za niemiłe wydarzenia - bo wiem i mocno w to wierzę, że nie dzieją się bez powodu i mamy z nich wyciągnąć lekcję!

Dziękowanie sprawia, że dostrzegamy wiele dobrego w naszym życiu :)

3. ODSTAWIAM SIĘ

Zwłaszcza gdy czuję się naprawdę fatalnie.
Ładny wygląd zewnętrzny bardzo poprawia mi nastrój. I mimo iż w ogóle nie chce mi się malować czy wciągać brzucha do ulubionej spódnicy - to mobilizuję zapasy energii, bo wiem, że gdy wyjdę z domu taka "odstawiona" to na pewno będę czuła się lepiej, niż jakbym wyszła zaniedbana.

4. SŁUCHAM MUZYKI I ŚPIEWAM

O tak! I to jak śpiewam!
Tego nauczyła mnie moja przyjaciółka. Ona to robi. I ja też to robię :)
Najczęściej w aucie i najczęściej na cały głos, a gdy jadą ze mną dzieci to słyszę tylko ich komentarze: "mama świruska! mama zwariowała! mama jest zabawna!".

5. RZUCAM SIĘ NA DZIECI

Rzucam wszystko i oddaję się w ręce moich dzieci. Mam dwójkę (jeśli nie wiecie :) ) - synka 3,5 roku i córkę 7,5 roku. Od niedawna postanowiłam, że będę mieli wspólny pokój, przez to mam z mężem sypialnię. Wspólny pokój bardzo zbliżył moje dzieci. Myślałam, że zrobię im "źle", ale okazało się że ruch był dobry...ale nie o tym miałam pisać!

Gdy mi źle i smutno - idę do moich dzieci, zatapiam się w ich świecie, bawię się, śmieję, gadam po dziecinnemu, przewalam się z nimi i przytulam je! Nie ma dla mnie nic, absolutnie nic lepszego na tym świecie na zaznanie szczęścia - szczęścia natychmiastowego :)

6. WSPOMINAM

Oczywiście wspominam te czadowe chwile, gdy np z przyjaciółką postanowiłyśmy przymierzyć wszystkie okulary w Rossmanie i z co poniektórymi zrobić sobie fotki. I co z tego, że świat tych fotek nie widział - my sobie je przesyłamy od czasu do czasu gdy chcemy dodać sobie uśmiechu. Bo piękne chwile są po to aby je kolekcjonować i do nich zaglądać.
Mega fajne wspomnienia dają mi pozytywnego kopa!

A jakie Wy macie sposoby na brak uśmiechu, na smutek? Czy też takie jak ja?
:)

28.08.2017

LECZO POSTNE - WEKOWANIE - POST EWY DĄBROWSKIEJ



To żadna marketingowa ściema - płyn do mycia warzyw. Musicie wiedzieć, że rolnicy stosują różne opryski warzyw i owoców i często są to opryski oleiste - takie, których nie zmyją opady. Dlatego faktycznie są w sklepach płyny do mycia warzyw i można z nich korzystać, ja wybieram tańszą choć może trochę bardziej pracochłonną metodę. Jeśli chcecie jeść warzywa i owoce ze skórką - myjcie je.

ROZTWÓR DO ZMYWANIA PESTYCYDÓW

Na każdy litr wody biorę pół szklanki octu - winnego lub jabłkowego. W takim roztworze myję warzywa szorstką stroną zmywaka kuchennego.
Następnie warzywa należy opłukać z kwasu, więc wkładamy je na 2 minuty do wody z dodatkiem sody kuchennej. Na każdy litr wody biorę czubatą łyżeczkę sody.



POSTNE LECZO EWY DĄBROWSKIEJ
W zależności od potrzeb proporcjonalnie zwiększam ilość warzyw.

Składniki
na 2 litrowe słoiki
  • 3 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 400g selera naciowego
  • 3 średnie marchewki
  • 3 cukinie
  • 3 papryki
  • łyżka papryki słodkiej
  • inne przyprawy dowolnie według smaku. Ja przy postnym leczo używam tylko pieprz.
  • 200g koncentratu pomidorowego (sprawdź na etykiecie czy nie zawiera dodatków poza pomidorami)

Przygotowanie

Na niewielkiej ilości wody (2cm na dnie garnka) duszę pokrojoną cebulę, czosnek, seler i marchewkę. Te warzywa wrzucam jednocześnie i duszę do czasu gdy marchew jest al dente. Następnie wrzucam resztę warzyw i przyprawy. Dolewam wody około 400ml. Gdy cukinia i papryka będą al dente - tak lubię - dokładam koncentrat i wszystko mieszam. Gotowe.

SŁOIKI MYJĘ I WYPARZAM WRZĄTKIEM

Do gorącego słoika nakładam gorące leczo. Zamykam i przekręcam słoik do góry dnem.
W wysokim garnczku zagotowuję wodę i wstawiam do gotującej się (na mały ogień) słoik z leczo do góry nakrętką. Woda powinna sięgać na 3/4 wysokości słoika. Pasteryzuję 5-8 minut. Odstawiam do ostygnięcia.



Nie bez powodu mówi się, że wszelkie choroby zaczynają się w jelitach. Mikroflora jelitowa oddziałuje na cały organizm. Znaczna część zespołu immunologicznego jest ściśle związana z przewodem pokarmowym, i to tutaj w błonach śluzowych jelit znajduje się większość komórek układu odpornościowego. Piszę Wam o tym nie bez przyczyny - nadchodzi jesień a wraz z nią większe ryzyko zachorowania na różnego rodzaju wirusy i infekcje. Zadbajmy o swoją odporność zaczynając od jelit - wymiećmy z jelit śmieci, tak aby wartości odżywcze mogły swobodnie przenikać z pożywienia do naszego organizmu. Dzięki temu stanie się on silniejszy i bardziej odporny na kapryśną pogodę :)

24.08.2017

CO JEŚĆ NA WAKACJACH BEZ DOSTĘPU DO KUCHNI i w innych wariantach




Zapytała mnie dziś czytelniczka co jeść na wakacjach aby nie folgować i nie łapać fastfoodów. W sumie niektórzy jadą na urlop dopiero we wrześniu, więc tak bardzo się tym pytaniem nie zdziwiłam :) Oczywiście nie pozostawiam rodziców na lodzie - znajdziecie tu również podpowiedzi jak na wakacjach karmić dzieci.
I choć wakacje już dobiegają końca to czuję się w obowiązku aby jednak wrzucić ten post!

Zabierz ze sobą koniecznie:
- miskę
- deseczkę do krojenia
- nożyk
- płyn i gąbeczkę do zmywania naczyń ;)

Produkty, które możesz trzymać w pokoju bez lodówki:
- orzechy, nasiona, pestki
- oliwa
- ocet
- przyprawy
- puszki (groszek, fasola, ciecierzyca, ryba)
- chrupkie pieczywo
- stewia, ksylitol, miód

Przykładowe posiłki mogą wyglądać tak:

Śniadanie

- wybieraj dobre, pełnoziarniste pieczywo zamiast bułek
- jedz warzywa, nie wszystkie wymagają trzymania w lodówce i nie wszystkie trzeba myć: kapusta kiszona, ogórki małosolne/kiszone, świeże ogórki po obraniu etc.
- wybieraj nabiał: serek wiejski, mozarella albo twaróg zamiast smarowideł typu "Twój smak" czy inne "Ostrowie". Mają o wiele więcej kalorii, bo zawartość tłuszczu jest wyższa.
- wędzone ryby, chuda wędlina jeśli nie możesz się obyć bez mięsa
- maślanka, kefir, jogurt

Obiad

- do każdego posiłku w knajpie możesz dodać swojego pomidora lub inne świeże warzywo - ogórek małosolny, kiszony, kapusta kiszona, cukinia. Myk - i już jest na talerzu :) Zawsze znajdzie się miejsce do umycia warzywka!
- w restauracji zamawiaj mięso/rybę i sałatę bez ziemniaków czy frytek. Wybieraj ryż lub kaszę.
- jeśli wypada Ci jedzenie w "fast foodzie" wybierz pieczonego kurczaka i zjedz bez skóry. Dodaj do niego swoje warzywa.
- wybieraj mięso grillowane, pieczone lub duszone
- jeśli nie jesz w knajpie zrób obiad sama: weź swoją miskę, zmieszaj w niej fasolę z puszki, pokrój cebulkę, ogórki kiszone, sałatę. Dodaj słonecznika i kilka nerkowców - pycha! Obiad na zimno to nie koniec świata, a potrafi być bardziej odżywczy niż ciepła pizza!

Kolacja

- wybierz chrupki ryżowe zamiast pieczywa
- zamiast nabiału sięgnij po rybę

CO JEŚĆ NA WAKACJACH Z DOSTĘPEM DO KUCHNI BEZ LODÓWKI

Jesteś niemal w raju, gdy możesz sobie gotować. Problem w tym, że nie masz lodówki i nie możesz ani ugotować więcej, ani przygotować sobie produktów na kolejny posiłek.

Korzystaj z kuchni! Rób jajka, duś rybę, gotuj warzywa. Zdecydowanie wykorzystaj kuchnię, aby przygotować sobie jedzonko na wycieczkę. Gotuj jajka, rób grillowaną pierś kurczaka i gotuj warzywa! To już chyba pisałam :)

CO JEŚĆ NA WAKACJACH Z DOSTĘPEM DO KUCHNI I LODÓWKI

- wszystko to, co jesz w domu, a nawet i to, na przygotowanie czego w domu szkoda Ci czasu!

A DZIECI??

No więc kochani, może Was to zaskoczy, ale moje dzieci jedzą to co ja :)

No dobra - Janek jest ciut zdziwiony, ale zjadał aż mu się uszy trzęsły! :)


Kalafior z jajem

Ryż z jogo, okej - posypany ksylitolem ;)

Kasza z warzywami


Mam nadzieję, że zdjęcia i propozycje, choć ciupkę okażą się dla Was pomocne podczas wakacji.

Generalnie zasada latem jest prosta: im więcej warzyw tym lepiej! 

Warzywa zawierają dużo wartości odżywczych i witamin oraz błonnik. Dzięki nim możesz się najeść nie zwiększając kaloryczności posiłku w znacznym stopniu. Zawsze możesz mieć przy sobie coś do schrupania: wiele marketów oferuje paczki z marchewkami lub gotowymi sałatkami, do których wcale nie musisz dodawać sosu z saszetki!

Jeśli macie swoje pomysły to piszcie - wszyscy z tego skorzystamy. Na blogu znajdziecie mega dużo propozycji dietetycznych posiłków, które można odnaleźć po kategoriach ŚNIADANIE, OBIAD, KOLACJA. Jeśli coś mi umknęło - napiszę jak sobie przypomnę. Trzymam kciuki za Wasze wyjazdy - oby tak jak moje, były dietetycznie udane i nie przyczyniły się do dodatkowych centymetrów!
Pozdrawiam,
Ania ;)

23.08.2017

FIT NALEŚNIKI a może FIT PLACKI? Sama nie wiem ALE PYCHA!



Ponieważ dbam o linię to często zamiast pieczywa wybieram na śniadanie jajka. Bardzo często jest to omlet, ale czasem wychodzi mi z tego coś innego.

Składniki
  • 2 jajka
  • 4 łyżki mąki ryżowej
  • Łyżeczka cynamonu
  • 4 łyżki mleka, u mnie krowie
  • Łyżka oleju kokosowego

Przygotowanie

Wszystko mieszam, olej rozgrzewam na patelni i kładę masę tak, aby starczyło mi na przynajmniej 3 placki. Po usmażeniu przekładam ulubionymi dodatkami - masłem orzechowym, miodem, płatkami migdałów oraz na wierzch dodaję bielucha :)


Szybkie, smaczne i lekkie śniadanie - na pewno zapewni energię na kolejne pół dnia. Jest bogate w zdrowe tłuszcze oraz białko, a żeby zadość uczynić zasadom w roli błonnika należy dodać mały owoc i voila! Do stołu podano!
Smacznego :)


16.08.2017

BEZGLUTENOWE NALEŚNIKI miękkie i idealne



BEZGLUTENOWE NALEŚNIKI
Składniki
  • 100g mąki jaglanej
  • 15g mąki ziemniaczanej
  • 2 jajka 
  • 300ml mleka, u mnie krowie
  • Szczypta soli
  • 20g masła lub oleju kokosowego roztopionego

Przygotowanie 

Wszystkie składniki mieszam mikserem. Nagrzewam patelnię i na gorącą leję porcję ciasta rozprowadzając po całej patelni. Po minucie powinno już odchodzić i można poruszać naleśnikiem. Smażę z obu stron i powtarzam do skończenia masy :)


Te naleśniki można odgrzać i nie będą suche i łamliwe - sekret tkwi w tłuszczu jaki dodałam do ciasta, Musicie spróbować! Będą Wam smakowały w wersji na słodko i na wytrawnie.
Polecam,
Ania.


10.08.2017

FIT BROWNIE czyli czekoladowe ciasto dietetyczne


Znacie mnie - uwielbiam fasolowe! Zjadłam ich już chyba tysiące i szczerze mówiąc - nie potrafię piec ze zwykłej mąki! - teraz wiecie o mnie wszystko :D

Dzisiejsze ciasto jest smaczne, proste i szybko można je...zjeść...w całości! :)
Nie czuć w nim fasoli, a od tradycyjnego przepisu dzieli je przepaść nie tylko kaloryczna, ale przede wszystkim odżywcza!

Jeśli więc chcecie zadbać o swoją sylwetkę i nie bez znaczenia jest dla was wartość odżywcza potrawy - ten przepis jest dla Was!



Składniki
na duże brownie pieczone w okrągłej foremce 22cm średnicy
  • Dwie puszki czerwonej fasoli
  • 1 duży dojrzały banan (jeśli nie lubicie posmaku pieczonego banana, to nie musicie go dodawać)
  • 4 jajka
  • 5 łyżek oleju kokosowego
  • 5 łyżek niesłodzonego kakao
  • szklanka erytrytolu lub półtorej szklanki ksylitolu
  • Łyżeczka proszku do pieczenia (u mnie jak zawsze proszek bezglutenowy - nie pozostawia posmaku tak jak zwykły)

FIT BROWNIE czyli czekoladowe ciasto dietetyczne
Przygotowanie

Fasolę przepłukuję dokładnie na sitku i odsączam. Miksuję ją blenderem z jajkami, bananem, rozpuszczonym olejem, proszkiem do pieczenia i erytrytolem. Do gładkiej masy dodaję kakao i dokładnie mieszam. Wylewam na sylikonową foremkę i piekę na 180* przez 40-50 minut.

Napiszcie mi o swoich wrażeniach :)
Smacznego!
Ania :)

07.08.2017

Golem i Pigmalion - A TY CZYM KARMISZ SWOJE DZIECKO?




Może pamiętacie z lat szkolnych gdy nauczyciel mówił do Was, że w dziedzinie którą uczy, mistrzami nigdy nie będziecie? Albo jak z ust belfra padało co i rusz: „znowu źle, czy Ty nie potrafisz się nauczyć”? 

ANO NIE POTRAFI!
Bo skoro nauczyciel matematyki twierdzi, że nie potrafi i przyczepił już etykietkę niezdolnego ucznia – to uczeń z niemalże całą pewnością nie będzie potrafił! Jego wiara i pewność siebie zostaną zachwiane, a motywacja spadnie na łeb, na szyję.

TAK SAMO JEST Z JEDZENIEM



Wiele razy siedząc w restauracji słyszałam głos dobiegający z sąsiedniego stolika "ale ona tego nie zje"! "mój syn tego nie zje"! "wiedziałam, że tak będzie - znowu jak jesteśmy w restauracji to on nie je!".

Te słowa oczywiście dotyczyły dzieci, a wypowiadane były przez... kochające matki :(
Tylko jaki może być przewidywalny efekt takich słów? - ano, dziecko tego nie zje! I mimo iż my sami chcemy, aby ta marchewka czy brokuły były zjedzone, to po takiej zachęcie dziecko nie ma zbytnio motywacji do ich zjedzenia, prawda?

Dlatego ten post dedykuję właśnie tym mamom, które wypowiadają takie słowa na głos - nie tylko do własnych dzieci, ale wręcz obwieszczają te słowa światu, a wraz z nimi mówią co ich dziecko będzie jadło, a czego nie - zanim malec sam podejmie decyzję.


JAK TO DZIAŁA? 

Ano jeśli usłyszymy negatywne oceny i spotkamy się z brakiem wiary w nasze siły – o wiele trudniej nam przezwyciężać trudności. Dzieci, których rodzice nie wspierają, „spisują na straty” i etykietkują jako tych co nie zjedzą marchewki, sera czy pomidora, są w bardzo trudnej sytuacji i często jeszcze później niż reszta rówieśników, próbują nowych rzeczy.




SAMOSPEŁNIAJĄCE SIĘ PROROCTWO
 
Czyli efekt Golema i Pigmaliona, wywodzą się z mitologii i polegają na tym, że:

1. jeśli nasz autorytet (tutaj rodzic) uważa nas za niezdolnego w jakimś temacie (tutaj niezdolnego do zjedzenia marchewki) – to powoli tacy niezdolni się stajemy. To jest efekt Golema. 

i odwrotnie

2. jeśli rodzic nas wspiera i uważa za zdolnych, nasze wyniki szybują w górę. To jest efekt Pigmaliona. Warunkiem jest jednak wiara w dziecko i w to, że mu się uda.



EFEKT PIGMALIONA
Teorię tę zweryfikowały eksperymenty, opisano je m.in TU Jeden z eksperymentów przeprowadził harvardzki psycholog Robert Rosenthal w szkole w San Francisco. Poprosił o poinformowanie nowych nauczycieli, że mają w klasie pięciu wybitnie uzdolnionych uczniów, rzekomo szczególnie predestynowanych do uzyskania wysokich osiągnięć w nauce. Pomimo, że w rzeczywistości uczniowie ci nie wyróżniali się niczym spośród pozostałych – pod koniec roku to właśnie oni zrobili największe postępy. W teście na inteligencję uzyskali od 15 do 27 punktów więcej. Co więcej z obserwacji nauczycieli wynikało także, że dzieci te były bardziej szczęśliwe, towarzyskie, autonomiczne, dociekliwe i czułe niż pozostałe.
Kolejne liczne badania potwierdzały zauważoną tezę – wzrost kompetencji był znacząco wyższy u tych uczniów, którzy przedstawieni zostali nauczycielom jako wybitnie zdolni(niezależnie od ich rzeczywistego potencjału).
i tak to już jest.

CO SIĘ DZIEJE Z DZIECKIEM
To wręcz oczywiste – dziecko dostaje powera, ma więcej motywacji, jego samoocena rośnie, podwaja się samoakceptacja, potraja wiara we własne siły. To działa jak efekt kuli śniegowej – im bardziej chwalimy i motywujemy tym lepsze mamy dzieci - we wszystkim, nawet w jedzeniu marchewki!

JAK TO DZIAŁA U MNIE W DOMU
Wyznaje wiarę w efekt Pigmaliona i dlatego stosujemy go  z mężem jako główną "broń" na nasze dzieci. Codziennie od rana wmawiamy im jacy są świetni, jak mega fantastyczne rzeczy robią i jak duże są ich postępy.

Co do jedzenia zaś to, do nakarmienia mamy dwójkę dzieciaków z innymi gustami kulinarnymi. Natalia uwielbia pomidory, a Janek ogórki - przy czym jedno nie tknie drugiego :) Natalia ser, Janek wędlinę. Natalia jabłka, Janek banany, których Natalia nie cierpi. Natalia frytki, Janek ziemniaki z wody. Natalia pizzę, Janek makarony. Natalia nie tknie jogurtu - Janek go uwielbia. Janek nie cierpi dżemu i w ogóle owoców prócz bananów - Natalia się nim zajada oraz zajada się owocami jak szalona! Jenak ubóstwia ser biały, Natalia żółty przy czym obok białego nie chce siedzieć....i tak dalej....
I mimo tego, że u nas na stole w domu pojawia się wiele różnych potraw, że nie działamy szablonowo, w stylu: mielony, schabowy, pierogi, naleśniki i od nowa Polska Ludowa! To jednak dzieci wybierają, wybrzydzają, odmawiają i nie chcę często jeść tego co im podajemy, a przecież gotuję uwzględniając ich gusta kulinarne.

Fakt jest jednak taki - że gusta są zmienne i rodzice często o tym zapominają wypowiadając magiczne "on tego nie zje"!

Dlatego jeśli nie jesteśmy w stanie szczerze i z przekonaniem oraz bez lęku nałożyć na talerz naszemu dziecku czegoś czego nie jada i zachęcić go do tego to podaję kroki, według których sama postępuję w domu, dzięki czemu Natalia jada ogórki, biały ser, jogurt, wędlinę i banany, a Janek jada pomidory, jabłka, truskawki, marmoladę, pizzę, owocową galaretkę, marchewkę i brokuły - choć jak ich spytać to pewnie temu zaprzeczą :) i wcale nie chowam tych produktów pod te, które lubią!

ETAP 0
Wykładasz na stół na półmiskach i talerzach wszystko to co chcesz aby twoje dziecko zjadło. Następnie każdy nakłada sobie na swój talerz to co chce jeść. Dziecko jest zachęcane do nałożenia sobie wszystkiego, ale nie ma przymusu, ani słów krytyki jeśli nie nałoży np. marchewki.


ETAP 1
Według mnie jeśli chcesz aby dziecko coś zjadło - to musisz mu to położyć na talerzu. Jak dostawało od Ciebie mleko w pierwszych miesiącach życia, to nie pytałaś go o zdanie.
Koniec z rozkładaniem półmisków z których każdy bierze co chce. Koniec z pytaniem "co Ci nałożyć".

Nakładasz każdemu na talerze i podajesz pod nos.



Oczywiście możliwe, że zacznie się lament, ale takie są początki - spokojnie! Pierwsze kilka razy będziesz może musiała nawet usunąć z talerza "niechcianą marchewkę", ale po kilku kolejnych razach zaczniecie ją jedynie odsuwać na bok talerza, a gdy sama zrozumiesz, jak tolerancja dziecka wzrasta - zacznie się etap drugi :)

ETAP 2
Czas na delikatne słowa zachęty. Nienachalne i z wyczuciem budowanie odwagi przed "okropną marchewką". Już się do niej przyzwyczailiście - widać, że można, więc teraz czas ją troszkę podotykać, poskubać widelcem, niby przypadkowo nałożyć na widelec i przeprosić, że się zapomniało przecież, że "miało być wszystko ale bez marchewki" - i tak dalej.

Przy czym nie wspominamy o marchewce najlepiej wcale jeśli nadal nie wierzymy w tę technikę i w to, że nasze dziecko może ją zjeść.

Natomiast wspominamy co i rusz marchewkę położoną na talerzu i co kęs lub dwa, zapytujemy czy tym razem z marchewką jeśli zaczynamy wierzyć że nasze dziecko w końcu zje tę marchewkę :)

No i wciąż chwalimy pięknie jedzony posiłek.

Ten etap trwa do czasu gdy dziecko samo zjada tę marchewkę, a potem ZNOWU odmawia jej zjedzenia!... a potem znowu zjada. I tak w kółko...To etap trzeci.


ETAP 3
To takie, jak ja to nazywam "lubię jak mi się chce". Czyli jem "okropną marchewkę" jak mi się podoba, od czasu do czasu, tylko z wybranymi potrawami, tylko w konkretnej kompozycji - ale to już każda matka zauważy.

i to już jest sukces. I osiągnięty został tym, że nie przypinaliśmy naszemu dziecku etykiety niezdolnego do zjedzenia marchewki. I chwaliliśmy!! A najlepiej jeśli dodatkowo zastosowaliśmy z przekonaniem efekt Pigmaliona - zachęcaliśmy oraz jeszcze raz chwaliliśmy :)

A tak w ogóle, to najlepiej stosować ten efekt we wszystkim czego chcemy, aby nasze dziecko robiło najlepiej - nawet jeśli na razie nie jest w tym wcale najlepsze :) bo najlepsze jest przecież w jedzeniu lodów!


Jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz czytać takich więcej koniecznie – daj mi znać!To na moim blogu nowość, ale uznałam, że mam już na tyle doświadczenia i wiedzy, że czas się tym zacząć dzielić :)
Jestem absolwentką pedagogiki, kocham dzieci (nie tylko swoje ;) ) i żywo interesuję się technikami wychowywania oraz wiele takich ciekawych technik stosuję w swoim domu.