Dietetycznie Siostro!

07.08.2017

Golem i Pigmalion - A TY CZYM KARMISZ SWOJE DZIECKO?




Może pamiętacie z lat szkolnych gdy nauczyciel mówił do Was, że w dziedzinie którą uczy, mistrzami nigdy nie będziecie? Albo jak z ust belfra padało co i rusz: „znowu źle, czy Ty nie potrafisz się nauczyć”? 

ANO NIE POTRAFI!
Bo skoro nauczyciel matematyki twierdzi, że nie potrafi i przyczepił już etykietkę niezdolnego ucznia – to uczeń z niemalże całą pewnością nie będzie potrafił! Jego wiara i pewność siebie zostaną zachwiane, a motywacja spadnie na łeb, na szyję.

TAK SAMO JEST Z JEDZENIEM



Wiele razy siedząc w restauracji słyszałam głos dobiegający z sąsiedniego stolika "ale ona tego nie zje"! "mój syn tego nie zje"! "wiedziałam, że tak będzie - znowu jak jesteśmy w restauracji to on nie je!".

Te słowa oczywiście dotyczyły dzieci, a wypowiadane były przez... kochające matki :(
Tylko jaki może być przewidywalny efekt takich słów? - ano, dziecko tego nie zje! I mimo iż my sami chcemy, aby ta marchewka czy brokuły były zjedzone, to po takiej zachęcie dziecko nie ma zbytnio motywacji do ich zjedzenia, prawda?

Dlatego ten post dedykuję właśnie tym mamom, które wypowiadają takie słowa na głos - nie tylko do własnych dzieci, ale wręcz obwieszczają te słowa światu, a wraz z nimi mówią co ich dziecko będzie jadło, a czego nie - zanim malec sam podejmie decyzję.


JAK TO DZIAŁA? 

Ano jeśli usłyszymy negatywne oceny i spotkamy się z brakiem wiary w nasze siły – o wiele trudniej nam przezwyciężać trudności. Dzieci, których rodzice nie wspierają, „spisują na straty” i etykietkują jako tych co nie zjedzą marchewki, sera czy pomidora, są w bardzo trudnej sytuacji i często jeszcze później niż reszta rówieśników, próbują nowych rzeczy.




SAMOSPEŁNIAJĄCE SIĘ PROROCTWO
 
Czyli efekt Golema i Pigmaliona, wywodzą się z mitologii i polegają na tym, że:

1. jeśli nasz autorytet (tutaj rodzic) uważa nas za niezdolnego w jakimś temacie (tutaj niezdolnego do zjedzenia marchewki) – to powoli tacy niezdolni się stajemy. To jest efekt Golema. 

i odwrotnie

2. jeśli rodzic nas wspiera i uważa za zdolnych, nasze wyniki szybują w górę. To jest efekt Pigmaliona. Warunkiem jest jednak wiara w dziecko i w to, że mu się uda.



EFEKT PIGMALIONA
Teorię tę zweryfikowały eksperymenty, opisano je m.in TU Jeden z eksperymentów przeprowadził harvardzki psycholog Robert Rosenthal w szkole w San Francisco. Poprosił o poinformowanie nowych nauczycieli, że mają w klasie pięciu wybitnie uzdolnionych uczniów, rzekomo szczególnie predestynowanych do uzyskania wysokich osiągnięć w nauce. Pomimo, że w rzeczywistości uczniowie ci nie wyróżniali się niczym spośród pozostałych – pod koniec roku to właśnie oni zrobili największe postępy. W teście na inteligencję uzyskali od 15 do 27 punktów więcej. Co więcej z obserwacji nauczycieli wynikało także, że dzieci te były bardziej szczęśliwe, towarzyskie, autonomiczne, dociekliwe i czułe niż pozostałe.
Kolejne liczne badania potwierdzały zauważoną tezę – wzrost kompetencji był znacząco wyższy u tych uczniów, którzy przedstawieni zostali nauczycielom jako wybitnie zdolni(niezależnie od ich rzeczywistego potencjału).
i tak to już jest.

CO SIĘ DZIEJE Z DZIECKIEM
To wręcz oczywiste – dziecko dostaje powera, ma więcej motywacji, jego samoocena rośnie, podwaja się samoakceptacja, potraja wiara we własne siły. To działa jak efekt kuli śniegowej – im bardziej chwalimy i motywujemy tym lepsze mamy dzieci - we wszystkim, nawet w jedzeniu marchewki!

JAK TO DZIAŁA U MNIE W DOMU
Wyznaje wiarę w efekt Pigmaliona i dlatego stosujemy go  z mężem jako główną "broń" na nasze dzieci. Codziennie od rana wmawiamy im jacy są świetni, jak mega fantastyczne rzeczy robią i jak duże są ich postępy.

Co do jedzenia zaś to, do nakarmienia mamy dwójkę dzieciaków z innymi gustami kulinarnymi. Natalia uwielbia pomidory, a Janek ogórki - przy czym jedno nie tknie drugiego :) Natalia ser, Janek wędlinę. Natalia jabłka, Janek banany, których Natalia nie cierpi. Natalia frytki, Janek ziemniaki z wody. Natalia pizzę, Janek makarony. Natalia nie tknie jogurtu - Janek go uwielbia. Janek nie cierpi dżemu i w ogóle owoców prócz bananów - Natalia się nim zajada oraz zajada się owocami jak szalona! Jenak ubóstwia ser biały, Natalia żółty przy czym obok białego nie chce siedzieć....i tak dalej....
I mimo tego, że u nas na stole w domu pojawia się wiele różnych potraw, że nie działamy szablonowo, w stylu: mielony, schabowy, pierogi, naleśniki i od nowa Polska Ludowa! To jednak dzieci wybierają, wybrzydzają, odmawiają i nie chcę często jeść tego co im podajemy, a przecież gotuję uwzględniając ich gusta kulinarne.

Fakt jest jednak taki - że gusta są zmienne i rodzice często o tym zapominają wypowiadając magiczne "on tego nie zje"!

Dlatego jeśli nie jesteśmy w stanie szczerze i z przekonaniem oraz bez lęku nałożyć na talerz naszemu dziecku czegoś czego nie jada i zachęcić go do tego to podaję kroki, według których sama postępuję w domu, dzięki czemu Natalia jada ogórki, biały ser, jogurt, wędlinę i banany, a Janek jada pomidory, jabłka, truskawki, marmoladę, pizzę, owocową galaretkę, marchewkę i brokuły - choć jak ich spytać to pewnie temu zaprzeczą :) i wcale nie chowam tych produktów pod te, które lubią!

ETAP 0
Wykładasz na stół na półmiskach i talerzach wszystko to co chcesz aby twoje dziecko zjadło. Następnie każdy nakłada sobie na swój talerz to co chce jeść. Dziecko jest zachęcane do nałożenia sobie wszystkiego, ale nie ma przymusu, ani słów krytyki jeśli nie nałoży np. marchewki.


ETAP 1
Według mnie jeśli chcesz aby dziecko coś zjadło - to musisz mu to położyć na talerzu. Jak dostawało od Ciebie mleko w pierwszych miesiącach życia, to nie pytałaś go o zdanie.
Koniec z rozkładaniem półmisków z których każdy bierze co chce. Koniec z pytaniem "co Ci nałożyć".

Nakładasz każdemu na talerze i podajesz pod nos.



Oczywiście możliwe, że zacznie się lament, ale takie są początki - spokojnie! Pierwsze kilka razy będziesz może musiała nawet usunąć z talerza "niechcianą marchewkę", ale po kilku kolejnych razach zaczniecie ją jedynie odsuwać na bok talerza, a gdy sama zrozumiesz, jak tolerancja dziecka wzrasta - zacznie się etap drugi :)

ETAP 2
Czas na delikatne słowa zachęty. Nienachalne i z wyczuciem budowanie odwagi przed "okropną marchewką". Już się do niej przyzwyczailiście - widać, że można, więc teraz czas ją troszkę podotykać, poskubać widelcem, niby przypadkowo nałożyć na widelec i przeprosić, że się zapomniało przecież, że "miało być wszystko ale bez marchewki" - i tak dalej.

Przy czym nie wspominamy o marchewce najlepiej wcale jeśli nadal nie wierzymy w tę technikę i w to, że nasze dziecko może ją zjeść.

Natomiast wspominamy co i rusz marchewkę położoną na talerzu i co kęs lub dwa, zapytujemy czy tym razem z marchewką jeśli zaczynamy wierzyć że nasze dziecko w końcu zje tę marchewkę :)

No i wciąż chwalimy pięknie jedzony posiłek.

Ten etap trwa do czasu gdy dziecko samo zjada tę marchewkę, a potem ZNOWU odmawia jej zjedzenia!... a potem znowu zjada. I tak w kółko...To etap trzeci.


ETAP 3
To takie, jak ja to nazywam "lubię jak mi się chce". Czyli jem "okropną marchewkę" jak mi się podoba, od czasu do czasu, tylko z wybranymi potrawami, tylko w konkretnej kompozycji - ale to już każda matka zauważy.

i to już jest sukces. I osiągnięty został tym, że nie przypinaliśmy naszemu dziecku etykiety niezdolnego do zjedzenia marchewki. I chwaliliśmy!! A najlepiej jeśli dodatkowo zastosowaliśmy z przekonaniem efekt Pigmaliona - zachęcaliśmy oraz jeszcze raz chwaliliśmy :)

A tak w ogóle, to najlepiej stosować ten efekt we wszystkim czego chcemy, aby nasze dziecko robiło najlepiej - nawet jeśli na razie nie jest w tym wcale najlepsze :) bo najlepsze jest przecież w jedzeniu lodów!


Jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz czytać takich więcej koniecznie – daj mi znać!To na moim blogu nowość, ale uznałam, że mam już na tyle doświadczenia i wiedzy, że czas się tym zacząć dzielić :)
Jestem absolwentką pedagogiki, kocham dzieci (nie tylko swoje ;) ) i żywo interesuję się technikami wychowywania oraz wiele takich ciekawych technik stosuję w swoim domu.

8 komentarzy:

  1. Dałaś mi do myślenia!
    Nie zawsze tak mówię, ale zdarza się bo moje dziecko nie lubi pewnych konsystencji zwłaszcza jeśli dotyczy to jedzenia
    Więcej takich tekstów poproszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci wciąż zmieniają zdanie i nie mogę nadążyć...robię coś co "teoretycznie" lubią i odmawiają zjedzenia...a potem zaskakują mnie wybierając coś o co bym ich nie podejrzewała. Także ja też kombinuję starając się dawać to co najwartościowsze �� cieszę się że tekst wartościowy ��

      Usuń
  2. Witam, bardzo mądry artykuł, też mam w domu niejadka :), chciałabym z Panią porozmawiać o innym moim problemie, ale nie na forum oczywiście, gdzie mogę napisać? Bardzo mądra z Pani kobietka i może coś mi Pani doradzi. Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na laskowskaaj@gmail.com
      Dziękuję za miłe słowa mam nadzieję że pomogę :)

      Usuń
  3. Aniu, a jak i kiedy rozpoczęłaś rozszerzanie diety u swoich pociech? Co z perspektywy czasu mogłabyś polecić młodym rodzicom? To jest temat, który mnie teraz bardzo interesuje i chętnie coś o tym poczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przygotowuję się do serii spotkań z przyszłymi mamami - napiszę więc i tutaj o tym rozszerzaniu diety :)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń