Zdrowie i równowaga zaczyna się na talerzu

16.06.2014

Jestem jedną z Was. Czasem walnę sobie selfie....


Nie pisałam Wam nigdy wcześniej o tym, że moja przygoda z blogiem zaczęła się od tego, że chciałam schudnąć. W poszukiwaniu dietetycznych przepisów weszłam do sieci i zrozumiałam, że sama mogłabym dzielić się moimi kulinarnymi eksperymentami i sposobami na odchudzone dania. 

Szybko okazało się, że takie miejsca są bardzo potrzebne, a dowodem tego był szybki sukces bloga.

Do prowadzenia bloga zaprosiłam trzy koleżanki i dwie z nich dołączyły, po roku niestety lub „stety” bloga znów prowadziłam sama i tak jest do dnia dzisiejszego, a wszystkie przepisy tutaj są mojego autorstwa. Choć trudno mówić o autorstwie, gdy chodzi o przepis kulinarny. Recepty są często bardzo podobne, a ich liczba w Internecie sprawia, że nie trzeba długo szukać, aby znaleźć coś dla siebie.

Istnieje jednak pewna grupa osób, która ten blog odwiedza zawsze, gdy pojawia się nowy wpis. Te osoby chyba już mnie trochę znają i trochę do tych osób jest ten post ;)

Wszyscy jednak przychodzą tu przede wszystkim po sprawdzone pomysły – sprawdzone, dietetyczne, zdrowe przepisy. Te przepisy sprawdzam na sobie i testuję na moich bliskich zanim pojawią się na blogu.

Pierwsze dwa lata prowadzenia bloga przypada na najbardziej odchudzone, dietetyczne potrawy, ponieważ byłam wtedy w trakcie redukcji masy ciała oraz oswajałam dobre, zdrowe nawyki żywieniowe.

Hitem pierwszego roku prowadzenia bloga były Naleśniki bezmąki, lecz dwa lata później stały się one passe, z uwagi na dodatek mleka w proszku w składzie. Więcej o tym przeczytacie TUTAJ.

Również szlagierem stało się ciasto z fasoli – to podstawa, fundament, na którym wyrósł mój blog.

Szlagierem drugiego roku był makaron z sosem a`la carbonara, sporo dań z amarantusem oraz dieta według Gersona. Zaczęłam kurs zdrowego odżywiania w sporcie i dietetyki i coraz bardziej interesowało mnie nie tylko jedzenie dietetyczne, ale jedzenie, jako źródło zdrowia, jak również jedzenie, jako lekarstwo. Powstały moje książki, w których dużo mówię o tym co zmieniłam w swojej kuchni i jaki to miało wpływ na moje życie w ogóle, a nie tylko na moją sylwetkę.

A o sylwetce chciałabym dziś napisać, ponieważ wygląd jest ważny dla wszystkich osób, które przychodzą tutaj po przepisy.

Do 19-stego roku życia nie walczyłam ze swoim ciałem. Jadłam to co lubiłam, to co jadło się u mnie w domu, nie zastanawiałam się nad swoją dietą, choć wiedziałam że jestem większa niż większość osób w moim wieku.


Odchudzanie się przyszło dopiero później i było to testowanie na sobie każdej możliwej wyczytanej w gazecie diety: dukan, kopenhaska, kapuściana, monignac oraz wszelkiego rodzaju eliminacje, oczyszczanie, diety płynne, monoskładnikowe, głodówki etc.etc.

Strach pomyśleć, ile to działanie na oślep mogło mnie kosztować! Ubytki cennych minerałów i mikroelementów w okresie wczesnej młodości – osłabienie stawów i kości, co mogło być przyczyną moich wieloletnich dolegliwości kostno-stawowych.

Nigdy nie udało mi się jednak samą dietą dojść do upragnionego wyglądu. Osiągałam niską wagę, ale ciało nie było takie, jakbym sobie tego życzyła. 

Po pierwszej ciąży, dzięki wprowadzeniu w moje życie aktywności fizycznej i odpowiedniej diety, osiągnęłam efekty, które w końcu mnie uszczęśliwiły. Mając 31 lat miałam ciało takie, jakiego chciałam, oraz byłam zadowolona ze swojej diety. 


Rozpoczęłam zdrowy, aktywny rozdział mojego życia, w którym nie było miejsca ani na śmieciowe żarcie, ani na wymówki od treningu. Nie dlatego, że wciąż dążyłam do jakiegoś ideału, ale dlatego, że treningi i dobre jedzenie dodawało mi sił, energii i entuzjazmu do działania.


Teraz zaczynam być swoim własnym uczniem, ponieważ po dość ciężkiej, drugiej ciąży, która przeszkadzała w aktywności fizycznej, chcę wrócić do swoich własnych przyzwyczajeń i do tego, co uczyniło ze mnie osobą, którą sama chcę być – zadowoloną, aktywną i uśmiechniętą młodą mamą J



Kilogramy, które zostały mi jeszcze po ciąży (minęły 3 miesiące od porodu) nie są najważniejsze, choć na tyle ważne, abym nie musiała zmieniać swojej garderoby.

Od tygodnia staram się wdrożyć zasady sprzed ciąży:

- eliminacja wszystkiego, co bezwartościowe i niesprzyjające redukcji: bez mąki, bez cukru, zero przetworzonej, gotowej żywności, zero chleba, zero słodyczy – kupnych i domowych (przynajmniej na razie). Mniej soli, mniej tłuszczu.

- mniejsze porcje, częste i w miarę regularne posiłki.

- codziennie porcja aktywności.

Dziś szukam motywacji, wsparcia i kopala w dupala, bo mimo doświadczenia i wiedzy, wciąż zdarzają mi się potknięcia – to przecież takie ludzkie.

Jestem jedną z Was.

Czasem walnę sobie selfie w łazience, czasem zjem coś okropnie kalorycznego, czasem tańczę czasem płaczę - wiadomo. 


Dziś jest poniedziałek, zjadłam pożywne śniadanie, zamierzam trzymać się moich postanowień, uśmiechać do rodziny, mniej pracować i więcej myśleć o zbliżającym się (wciąż odkładanym z wielu powodów) urlopie! 

No i motywować się i kopać w tyłek - też będę. Na ile sił starczy! ;)

miłego dnia Siostry! ;)

14 komentarzy:

  1. Aniu! Na pewno i tym razem dasz radę i osiągniesz cel! Pisz dla nas jednak, bo twoje przepisy są wyjątkowe! może to będzie dla ciebie dodatkowym bodźcem do działania! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda - myśl o publikacji na blogu determinuje jakość spożywanych posiłków...krótko mówiąc :)
      dzięki!

      Usuń
  2. piękna jesteś :)

    trzymam mocno kciuki za motywację, szczególnie do urlopu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - urlop tuż tuż!
      Dziękuję!
      Buziaki!

      Usuń
  3. Efekty są super oby tak dalej,powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do takich efektów co widać na zdjęciu (lewy dolny róg) znów zmierzam!
      Dzięki!!

      Usuń
  4. Ania jestem z Tobą, wróciłam z wakacji ;) bezchlebowo i słodyczowo na razie

    OdpowiedzUsuń
  5. " Jestem jedną z Was. Czasem walnę sobie selfie w łazience" mistrz! :D trzymam kciuki!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe :) no łazienkowy lans na potrzeby ego... wiadomo ;)
      dzięki za kciuki!

      Usuń
  6. Gratuluje przede wszystkim pięknych i zdrowych dzieci. Trzymam kciuki, tyle już pokazałaś, że na pewno się Tobie uda! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - masz rację, bo to jest NAPRAWDĘ ważne :)
      buźka!

      Usuń