Zdrowie i równowaga zaczyna się na talerzu

28.05.2013

Bestseller 5:2 - nie polecam


"Dieta 5:2"
Autorzy: Michael Mosley, Mimi Spencer
Warszawa 2013

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza, miałam okazję do zapoznania się ze światowym bestsellerem, książką "Dieta 5:2".
Jest to moja pierwsza recenzja więc proszę Was o wyrozumiałość :)

Zwykle najlepiej zaczyna się recenzję pisząc jaka książka jest niezwykła lub dla kogo właściwie jest napisana. To doskonale określa grupę odbiorców, w której gdy ktoś odnajdzie siebie lub swoje potrzeby, z reguły zainteresowany sięgnie po lekturę. Jednak łatwiej mi będzie gdy napiszę dla kogo ta książka nie jest – i jeśli odnajdziesz w tej grupie siebie, spokojnie możesz sobie odpuścić jej czytanie…chyba, że lubisz mieć własne zdanie na każdy temat i wszystkiego doświadczyć osobiście.

Otóż odchudzaniem zajmujesz się od dłuższego czasu i nie tylko dlatego, że pragniesz schudnąć, ale przede wszystkim dlatego, że chcesz zdrowo żyć, dobrze się czuć i być szczęśliwym człowiekiem. O chudnięciu wiesz, że nie dzieje się w nocy, w tydzień czy dzięki magii. Znasz procesy zachodzące w organizmie, wiesz, że insulina wytwarzana przez trzustkę reguluje poziom cukru we krwi, a to wpływa na apetyt i na spalanie – na to czy organizm pobiera energię z cukru zgromadzonego we krwi, z glikogenu z mięśni czy z zapasów w tkance tłuszczowej. Wiesz, że dla dobrze pracującego metabolizmu potrzebne jest dobre paliwo, dobre nastawienie emocjonalne, tlen i regularne posiłki. Wiesz, że regularne posiłki w Twoim wypadku wcale nie muszą oznaczać pięciu posiłków dziennie. Wiesz to, bo słuchasz własnego ciała, znasz je i wciąż poznajesz. Interesuje Cię to. Myślisz o tym, ale nie jesteś fanatykiem stosowania diet bezmyślnie, bo podchodzisz do tego holistycznie, a nie wybiórczo.

Jeśli powyższa charakterystyka opisuje Cię choćby w części, to wiedz, że autor książki, nie wymyślił żadnej diety cud, tylko stworzył system sklejając wiedzę już nam przedstawioną przez innych oraz propaguje ten system obietnicami i sugestiami. 
System Mosley`a polega na tym, że pięć dni w tygodniu jesz normalnie – zalecaną, dzienną dawkę kalorii (np.2500kcal dla dorosłej kobiety), natomiast dwa dni w tygodniu stosujesz VLCD 500/600 kcal, wybierając produkty o niskim IG. Dwa dni VLCD nie powinny następować po sobie.
Oto system, który proponuje książka - i co Ty na to?


Musiałam sobie odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego ten system się podoba?
To proste.
Autor POZWALA na jedzenie CZEGO SIĘ CHCE. Wprowadza DWA ZAKAZY, ograniczając jedzenie TYLKO dwa dni w tygodniu. Jakby mówił: "Jeśli chcesz schudnąć nie musisz odchudzać się cały tydzień. Odchudzaj się dwa razy w tygodniu".
Taki system jest o wiele bardziej atrakcyjny niż diety odchudzające ciągnące się dzień po dniu - sami przyznacie, prawda?

Dlaczego to budzi entuzjazm?
Bo w tej książce wspaniała jest inspiracja.
Kto chce poczytać o spełniających się marzeniach - zapraszam do lektury. Autor rozpływa się w opowiadaniu o tym, jak w "magiczny" sposób zdrowiejemy, jak organizm oczyszcza się i przestajemy mieć apetetyt na podjadanie, fast food i słodycze.

Dlaczego więc mi się to nie podoba?
Bo to nie jest dobre dla nas.
Nie podoba mi się ani pomysł na „wyjaśnienie” sensowności systemu 5:2 (okresowe poszczenie i niedojadanie, związek z człowiekiem pierwotnym i religią), ani to, że autor zapewnia czytelnika o "efektach" diety (utrata apetytu na słodycze, niechęć do niezdrowego jedzenia i inne). 
Dodatkowo fakt jest taki, że ta książka nie odkrywa nic nowego - to po prostu pomysł na sposób odżywiania się według, którego pozostajemy na restrykcyjnej diecie odchudzającej dwa razy w tygodniu. Nie twierdzę, że to się nie uda, lecz uważam, że to nie jest żadna nowość. Dodatkowo uważam, że to nie jest propozycja zdrowego odżywiania. Odmawianie sobie jedzenia przez cały dzień prowadzi do kompulsywnych napadów obżarstwa, do nerwowości, do spadków nastroju i energii.

Konkludując moją pewnie niezwykle nieprofesjonalną recenzję, powiem tak: obietnica "dziś nie zjesz, ale jutro zjesz co chcesz, w dodatku i tak schudniesz", jest z penwością kusząca, ale w mojej opinii nie jest dobra dla naszego zdrowia ogólnie. Nie jest dobra dla naszego ducha, samopoczucia, psychiki, uśmiechu, nastroju, organizmu, oddechu i entuzjazmu. Nie mam nic przeciwko dietom oczyszczającym, które rozpoczynają się, trwają określony czas i kończą się. Nie mam nic przeciwko postom, które często sama stosuję. Jednak idea 5:2 kłóci się z moim pojęciem o zdrowej diecie, zdrowym stylu życia i zdrowym odżywianiu.

CO WY NA TO SIOSTRY? ;)

22 komentarze:

  1. Zgaszam się z Siostrą. To jest "dieta" taka jak South Beach, Kapuściana czy inna. Wszystkie polegają na tym samym - zredukowaniu nie wagi bezpośrednio a kcl. To nie jest zdrowe odżywianie. Nie tak jedzą osoby szczupłe i zdrowe. Dlaczego postała? Bo autor chciał zarobić-taka moja opinia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martyna - dokładnie tak. kropka.

      Usuń
    2. Hej, ale SB akurat jest zdrową dietą. I tak powinny jeść osoby zdrowe i szczupłe. Ma bardzo dobre zasady, które polecają dietetycy i lekarze. Pierwsza faza faktycznie polega na ograniczeniu kcal, ale ona jest po to by przestać rzucać się na słodkie. Druga faza jest po to żeby możliwe było schudnięcie, a trzecia to już jest normlane jedzenie na utrzymanie wagi ze zdrowymi zasadami typu "nie jedz węgli po 14", to jest zdrowe. Albo "nie jedz aż tyle tłuszczu" to też jest zdrowe. "regularnie jedz posiłki" to również, akurat do SB bym się nie czepiała, to jedna z najzdrowych i najlepiej zrównoważonych diet ;)

      Usuń
    3. Akurat nie zgadzam się ZUPEŁNIE ze stwierdzeniem, że South Beach jest złą dietą, która przyczynia się do utraty tylko kcal...
      South Beach to tak naprawdę nie "dieta" tylko zdrowy tryb odżywiania, widać że autorka postu zupełnie nie zna jej zasad...

      Usuń
    4. Ależ oczywiście - dieta SB jest zdrowa i cudna! Bardzo ją polecam. Mój komentarz odnosił się wyłącznie do stwierdzenia Martyny, że autor skupił się na zysku.

      Sama jestem wyznawczynią South Beach! Przecież mój blog zbudowałam na fundamentach South Beach :)

      Usuń
  2. Ja coraz wiecej słysze o intermittent fasting, ale na pewnie nie słyszałam, że jemy to co chcemy. 5:2 w tych artykułach które czytałam oznaczało 5 dni jedzenia (oczywiscie zdrowo) i 2 doby całkowitego postu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i właśnie nie. Bo autor pisze "możesz jeść co chcesz, ale zapewniam, że nie będziesz mieć ochoty na pochłanianie tortu czy hamburgerów" - skąd takie przypuszczenia? Bo to są sugestie, od których ta książka kipi

      Usuń
    2. Dokładnie, poza tym sportowcy już się wypowiedzieli na temat IF, że to straszna głupota.

      Usuń
  3. Tu się zgadzam. Ta książka podaje kolejny pomysł pójścia na skróty, bo przecież te dwa "postne" dni to niewielkie wyrzeczenie, a ludzie lubią szybkie i proste (czasem za proste) rozwiązania. Przecież ważne też jest to, żeby się zdrowo odżywiać, a podejście "możesz jeść co chcesz" kompletnie mija się z tym celem. Szczupła sylwetka powinna być konsekwencją zdrowego stylu życia, a nie celem samym w sobie.

    Zresztą, żeby człowiekowi minęła ochota na torty czy fast food, musi najpierw się od tych rzeczy odzwyczaić, a potem/w międzyczasie skonstruować zbilansowaną dietę. Inaczej organizm będzie "wołał" za cukrem z powodu braków odpowiednich składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już pomijam fakt, że człowiek głodny to człowiek wkurzony. Siedź teraz dwa razy w tygodniu z burczeniem w brzuchu i burczeniem na wszystkich...

      Usuń
    2. O tak, zdecydowanie fakt burczenia w brzuchu jest bardzo irytujacy.... Autor chce powiedzieć, ze niby 5 dni jemy co chcemy, a dwa prawie ze glodowka.... Nie dziękuje... To znaczy, ze np w sobotę objadam sie pizza i pije do upadłego... Dajcie spokój... Jak nie wiadomo o co chodzi- to chodzi o kasę!

      Usuń
    3. Dzięki za komentarz. Przede wszystkim zgadzam się z tym: "Zresztą, żeby człowiekowi minęła ochota na torty czy fast food, musi najpierw się od tych rzeczy odzwyczaić".
      I bardzo wierzę w to: "Szczupła sylwetka powinna być konsekwencją zdrowego stylu życia, a nie celem samym w sobie. ".
      :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Mam tę książkę. Generalnie jednak opisana w niej dieta może być skuteczna. Znam osoby, które dokładnie tak się odżywiały jeszcze zanim w ogóle ktoś słyszał o tym systemie i sporo schudły. Poza tym napady wilczego apetytu mogą wystąpić zawsze, czy jesteśmy na diecie czy nie. Sam zamysł systemu polega na tym, że jeżeli przez dwa dni w tygodniu bardzo ograniczamy to co i ile jemy, w pozostałe dni automatycznie również zwracamy baczniejszą uwagę na rodzaj i ilość dostarczanego pokarmu. Prawda jest taka, że:
    - nie ma diety cud
    - jeśli chcemy schudnąć, wymaga to od nas poświęcenia, ciężkiej pracy i dużo czasu
    - jeśli tyliśmy miesiącami czy nawet latami, na pewno nie schudniemy w ciągu tygodnia
    - każdy musi znaleźć swoją własną drogę, bo to, co podziała na jedną osobę, na inną już niekoniecznie.
    Książki tego typu mają nam wskazać właściwy dla nas kierunek, zwłaszcza osobom, które stawiają dopiero pierwsze kroki w świecie diet odchudzających. Mnie osobiście idea tej książki bardzo pasuje, poza tym wiem, że może to być skuteczne, a chyba o to chodzi w dietach :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, też tak uważam, że "Książki tego typu mają nam wskazać właściwy dla nas kierunek, zwłaszcza osobom, które stawiają dopiero pierwsze kroki w świecie diet odchudzających.".
      Dlatego życzę udanego startu w gubieniu wagi i rychłego przejścia na bardziej regularną i zdrową dietę odchudzającą, np. South Beach.
      Dzięki za komentarz!!
      Pozdrawiam!
      Anka

      Usuń
  5. Ja z założenia w żadne diety cud nie wierzę :) Jeśli chcemy schudnąć musimy po prostu zmienić nawyki żywieniowe: nie objadać się na noc, jeść mniej produktów bogatych w sól, ograniczyć słodycze, zrezygnować z fast foodu i gotowego jedzenia, ale przede wszystkim więcej się ruszać!

    OdpowiedzUsuń
  6. Możesz co najwyzej zrobić recenzje książki, bo diety nie stosowałaś, za to ja napiszę o samej diecie, bo ją wypróbowałam :)

    Jestem na 5:2 3 miesiące. Teraz już zupełnie nie myślę,że jestem na diecie. Dni postne mijają mi łatwo i nie mam z nimi problemu. Jem zdrowo i mniejsze porcje niż zwykle. Ale nie odmawiam sobie wszystkiego! Jak mam ochotę na ciacho do kawy to je zjadam. wnioski i efekty są. spadek wagi -6kg. przestałam puchnąć, i gromadzić wodę. Własnie robiłam badania po 3 miesiącach od rozpoczęcia i parametry są super. spadł mi cholesterol. Jesli chodzi o samopoczucie w dni postne to nie narzekam. Na początku było cieżko się przestawić teraz to dla mnie normalny dzień. biegam od 2 miesięcy. I w dni kiedy jest post zawsze mam lepszy czas i lepsze wyniki. W planach mam robienie badań kontrolnych co 3 miesiące. Ale jak widać nie dzieje się nic złego. I na koniec najważniejsza dla mnie sprawa związana z tą dietą......poprawiła mi sie praca nerek, jelit i wahania hormonalne wróciły do normy (walczyłam z zaburzeniami od 5ciu lat dopiero tą dietą wyregulowałam sobie wszystko)Zauważyłam,że czas bez jedzenia min 10 godziny bardzo dobrze wpływa na oczyszczenie i prace całego organizmu. pozbywamy się toksyn i innych świństw. Dla mnie ta dieta to już styl życia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiadomo od bardzo dawna, ze post regularny moze zdziałać cuda. Tego organizm potrzebuje, bo od dawna za duzo spozywa się jedzenia. Osobiscie znam ludzi którzy stosuja post raz w tygodniu od lat! Cxuja się swietnie, tsk samo wyglądają mimo ze maja 50 lat i wiecej. No coz...krytyka zawsze się znajdzie a my polacy szczegolnie bijemy rekordy w krytykowaniu. Brawo siostro!

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy z 17. czerwca oddał sedno zagadnienia - w praktyce to działa. I to działa świetnie, co potwierdzają stosujący ten sposób odżywniania. W tym ja :) Takie mini wydanie postu, a posty są potrzebne, skuteczne i zdrowe. Nauka powoli zaczyna to przyznawać.
    Pozrawiam :)
    Ps. Świetny blog, przeglądam i zbieram inspiracje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kompletnie się nie zgadzam z Twoją opinią. Owszem możesz recenzowac książkę ale co do diety to najpierw musisz ją wypróbować! Ja poszczę już 2 miesiąc i jestem zachwycona efektami! Od 500 kcal dziennie faktycznie wcale się nie umiera i wcale nie jest się non stop głodnym! W czasie postu mogę robi wszystko (w tym ćwiczyć) czuję się pełna energii i sił, mój umysł jest czysty. Na drugi dzień wcale nie mam ochoty się objadać, wręcz jem mniej niż zwykle:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Smieszne komentarze,rozkladaja na czynniki cos co nie ma znaczenia.Najwazniejsze jest: zeby dieta byla dobra dla zdrowia i przynosila efekty,a fakt,ze burczy w brzuchu albo czepianie sie,ze mozna jesc co sie chce (czyli w domysle,zarcie smieciowe) to jakies pierdoly.W kazdej diecie burczy w brzuchu,sa wyrzeczenia i przyslowiowy pot i lzy.To ludzie nie czepiajcie sie idiotyzmow.

    OdpowiedzUsuń