Anna Laskowska Dietetycznie Siostro

JAK ZACZĄĆ POST

FAQ, ZASADY, ZAKUPY

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYDARZENIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYDARZENIA. Pokaż wszystkie posty

26.06.2018

JAK USUNIĘCIE KONTA NA FACEBOOKU ZMIENIŁO MOJE ŻYCIE - w dwa miesiące


Facebook będąc portalem społecznościowym opowiadającym o życiu codziennym, wymusza pewien schemat zachowania - czyli przede wszystkim codzienną aktywność. Zarówno ja, jak i moje koleżanki blogerki są bardzo wyczerpane tworzeniem codziennych komunikatów na Social Media. Podczas naszych spotkań blogerskich, wszyscy głośno mówią o tym, że Social Media to ciężka i niewdzięczna praca. Dostarczanie codziennie treści, które często są połknięte i wyplute z bardzo średnim efektem - spotykając się z małym zaangażowaniem czytelnika.

Tworząc od wielu lat treści na mojego bloga zawsze chcę być wiarygodna i przejrzysta. Pracując nad fanpage na Facebooku złapałam się na tym, że tworzę treść na potrzeby portalu - "bo musi być coś codziennie", "bo musi być regularnie", "bo musi być ładnie, śmiesznie, ciekawie..." itp.
Tworzyłam więc treści, które wcale nie wydarzały się w podanym czasie, które były wymyślone, przygotowane z wyprzedzeniem i ustawione na automatyczne publikowanie. I oczywiście większość blogerów również tak robi (oraz wszystkie firmy, które mają swoje fanpage), lecz ja zaczęłam się czuć z tym źle.

Po pierwsze dlatego, że czułam na sobie przymus spełnienia oczekiwań wymagającego portalu i jego użytkowników. Rodzaj codziennej treści musi być atrakcyjny, ciekawy i ładny wizualnie - to ciężka praca jeśli musisz taką treść dostarczyć czytelnikowi codziennie. Efekt jest niepewny - czasem Twoja praca spotyka się z tak małym zaangażowaniem, że czujesz rozczarowanie. Zwłaszcza jeśli chęci masz szczere - bo chcesz sprostać wymaganiom czytelników, ale tego samego dnia musisz iść do pracy, zająć się domem, dziećmi - a doba ma tyle samo godzin co u osób, które nie pracują zawodowo i nie mają dzieci :)))
Tak więc ograniczony czas na tworzenie treści na facebooka frustrował mnie i czułam presję. I choć wiem, że moje koleżanki blogerki, które prowadzą firmy blogerskie, których głównym narzędziem jest blog i fanpage również czują się przytłoczone brakiem czasu na sprostanie wymaganiom portali społecznościowych, to jednak mnie to przytłaczało tak bardzo, że wzbudzało smutek i zdenerwowanie. One zaś traktują to jak zawodowy obowiązek, bo jest to ich praca jaką wybrały.

Po drugie czułam się źle dlatego, że traciłam poczucie znaczenia. Moje treści nie różniły się znacznie od treści na innych fanpejdzach, których jest przecież taak dużo!
Spotykałam się też z takimi treściami, które wyglądały na skopiowane z jednej strony na inną. Jedna osoba kopiuje od drugiej, a druga od pierwszej. Wszystko wyglądało tak bardzo podobnie.
Z jednej strony ciężko się wyróżnić, a z drugiej zachować własną spójność i nie być nudną. Zauważyłam również, że nudne są fanpejdze, które codziennie dostarczały tak bardzo podobnych treści - chciałam tego uniknąć na swoim, ale to znowu wymagało ode mnie bardzo dużo pracy i czasu, którego nie mogłam na to poświęcić - lub musiałam wybierać między życiem osobistym, zawodowym lub prowadzeniem fanpage.....więc znowu rodziło to smutek i zdenerwowanie...

Po trzecie dzielenie się po części życiem osobistym na facebooku wpędzało mnie w stres bycia ocenianą. I choć dzielę się swoim życiem osobistym (a nawet więcej - bo życiem wewnętrznym) tu na blogu, to towarzyszą temu zupełnie inne emocje. Na facebooku czuję się oceniana, czuję się "podpatrywana", gdy statystyki pokazują mi, że mój wpis widziało 10tys osób, a pod wpisem są 3 komentarze. W mojej głowie kłębią się myśli o tych wszystkich osobach, które zobaczyły mój wpis i "przeszły" obok niego coś tam sobie myśląc, ale jednocześnie nie dzieląc się ze mną tymi myślami...
Na blogu jest inaczej - czytelnicy są jakby bardziej szczerzy, komentarze jakby bardziej wartościowe i skłaniające do interakcji. Otrzymuję też maile będące odpowiedzią na moje posty. To inna jakość niż na social media. Blog jest zdecydowanie bardziej moim, zacisznym, przytulnym miejscem. To nie jest fabryka wymuszonych przez facebook treści - to jest efekt szczerej chęci dzielenia się sobą. Bardzo to lubię.

ale się rozpisałam.... :P

Ponieważ mój blog to nie jest firma, moje treści nie mają napędzać wejść na moją stronę lub sprzedawać moich warsztatów czy poradników. Wszystko to jest moim hobby, moją pasją i chcę się tym dzielić w sposób, który sama wybiorę - to ja odpadam z facebooka! 
I odpadłam.
Dwa miesiące temu.
I to zmieniło moje życie - poważnie :) Choć może nie brzmi to poważnie tylko śmiesznie, ale taka jest prawda.

Jak to zmieniło moje życie? - powiem krótko: nie ma w nim już tyle stresu.

Stres był związany np. z lepszym lub gorszym odbiorem moich wpisów na facebooku. Zniknęło też uczucie bycia ocenianą i podpatrywaną przez "nie wiadomo kogo". Oczywiście przestałam się też porównywać - zwłaszcza do tych blogerów, którzy blogują zawodowo i zarabiają blogując na życie. Sama przestałam oceniać innych, bo ich nie oglądam. Przez moją głowę przechodzi tysiąc razy mniej informacji, bo przestałam być konsumentem facebooka - mam więc o tyle mniej opinii o kimś/o czymś i o tyle mniej emocji związanych z odbiorem przez kogoś moich treści. To wyciszenie umysłu - serio!

W miejsce negatywnych emocji pojawiło się uczucie spokoju, poczucie większej realności z codziennego życia, zdecydowanie mam więcej czasu dla rodziny, jestem bardziej zadowolona z siebie, zdecydowanie mniej "gnam" na co dzień, jestem jakby bardziej sobą - niezależna, wolna i nieoceniana.

Pewnie mogłabym o tym napisać więcej, jeśli chcecie posłuchać co w ciągu tych dwóch miesięcy zmieniło się w moim życiu to dajcie znać, bo z pewnością odcięcie od facebooka niesie ze sobą więcej plusów niż minusów :)

Kończąc ten długaśny wpis chciałabym dodać, że nie zamierzam rezygnować z bloga, bo lubię to robić, a temat odżywiania cały czas jest moim konikiem :) Na pewno jeszcze nie raz poprowadzę warsztaty kulinarne i oddam wiedzę czy dobry przepis w Wasze ręce, ale na facebooku już się nie spotkamy :) Życzę Wam miłego dnia i do zobaczenia tutaj - na blogu....jak za dawnych lat :)

07.03.2018

Jak wzniecić jedzeniem ogień pożądania, czyli Love & Food Pairing



Sztuka łączenia smaków, które rozbudzają zmysły i wpływają na namiętność w związkach - myślicie, że to ma sens?

W ostatni poniedziałek miałam niezwykłą przyjemność poprowadzić spotkanie inauguracyjne grupy Morning Glory czyli warszawskich blogerek i wspólnie z nimi zgłębiać tajniki pożywienia na bardzo ciekawych warsztatach Food&Love Pairing: o sztuce łączenia smaków, które wpływać mają na namiętność w związku.

Na warsztaty, które poprowadziłam zaprosiliśmy Patrycję Wonatowską – seksuologa z Instytutu Pozytywnej Seksualności, ponieważ chcieliśmy dowiedzieć się jak to jest z tymi afrodyzjakami?


Patrycja przytoczyła naukowe badania dotyczące składu produktów nazywanych afrodyzjakami, pamiętacie które to są?
Za najsilniejsze afrodyzjaki uważa się:


Brzoskwinie

Figi

Truskawki

Gruszki

Jabłka

Ananasy
Banany

Marchewki
Seler
Pomidory
Szparagi
Bakłażany
Fasola
Ogórki

Szafran
Lubczyk
Chili
Wanilię

Kawę

Czekoladę
Orzechy
i
Owoce morza

Większość afrodyzjaków ma w składzie mikroelementy wpływające na ukrwienie, więc pobudziające witalność i to chyba w tym tkwi ich sekret. 
Poza tym dowiedziałam się kilku ciekawostek:
1. Najsilniej działającym erotycznie na kobietę aromatem jest aromat świeżego ogórka
2. To samo u mężczyzny dzieje się na aromat wanilii
3. Dawniej za afrodyzjaki uważano również zwierzęce genitalia
4. Najdziwniejszym afrodyzjakiem są według mnie mrówcze nóżki! :P
Patrycja na spotkaniu raczyła nas też przeróżnymi sposobami na wzniecanie pożądania w partnerze, z których najbardziej spodobały mi się:


  • Zastosowanie w kuchni afrodyzjaków oraz
  • Wysyłanie do partnera subtelnych sygnałów (czyli sposób poza kulinarny), polegający na tworzeniu wspólnego kodu poza słownego – gdzie umówionymi przedmiotami sygnalizujemy partnerowi aktualne pożądanie.
Pewnie sami chcielibyście uczestniczyć kiedyś w takich warsztatach?? To możliwe - napiszcie o tym w komentarzu :)



Dowiedziałam się również, że to wcale nieprawda, że „mężczyźni myślą tylko o seksie”. Udowodniono naukowo, że pobudzony erotycznie mężczyzna, myśli o seksie jeszcze przez 4 godziny od momentu pierwszego pobudzenia…kobieta zaś, spędza na myśleniu o seksie 8 godzin od pierwszego pobudzenia! :)

Naszą grupę blogerów Morning Glory tworzą pasjonaci zdrowego odżywiania i zdrowego stylu życia, którzy wspierają, inspirują i edukują


Wśród nas jest:
oraz 

Spotkałyśmy się w warszawskiej restauracji Lawendowy Dom i razem z szefową tej kuchni przygotowywałyśmy sałatkę Afrodyty, czyli azjatycką sałatkę której podstawą jest zielona papaja oraz ostre, słodko-kwaśne sosy na bazie sosu rybnego. Okazało się że łączenie tak wielu różnorodnych smaków jest bardzo interesujące. Kolory produktów mają duże znaczenie, bo barwy na talerzu łączą smaki. Istotny jest oczywiście też aromat, a wydobywanie zapachów z potraw jest czymś magicznym. 






















Teoria połączeń smakowych, które rozbudzają zmysły – love & food pairing – jest ważna. 






Razem rozbudziliśmy przede wszystkim kubki smakowe, więc dołączyliśmy do menu dwa rodzaje smoothies przygotowane sprzętem Blaupunkta, który dostarczył blendery - świetnie się sprawdziły zwłaszcza te osobiste z butelką, w której można przygotować koktajl. 


Nasze smoothies też były pełne afrodyzjaków: bananowy shake ze szpinakiem i pomarańczowo-imbirowy koktajl z truskawkami. Było wyjątkowo aromatycznie i smacznie.






Jeden z koktajli doprawiliśmy synbiotykiem Joy Day, czyli naturalnie sfermentowanymi otrębami, które obfitują w bakterie probiotyczne. Pewnie niedługo napiszę o tym oddzielny tekst, bo jest to interesujący temat.









Finałem warsztatów była wspólna degustacja przygotowanych smakołyków i rozmowa dotycząca gąszczu możliwości kulinarnych, w którym staramy się na co dzień stosować swój sprytny klucz: wzór, który ułatwia nam codzienne gotowanie. Ale czy istnieje przepis na smak namiętności? Wspólnie doszliśmy do wniosku, że to wiedza dostępna tylko kochankom :)

Niemniej polecam Wam skusić się na sałatkę Afrodyty aby celebrować dzisiejszy Dzień Kobiet razem z ukochanym :) nawet jeśli trzeba będzie czekać aż dzieci pójdą spać :)


Organizatorzy i partnerzy Food&Love Pairing

Morning Glory - miejsce stworzone przez profesjonalistów, pasjonatów zdrowego odżywiania i specjalistów od organizacji ciekawych wydarzeń.

Instytut Pozytywnej Seksualności – Miejsce, w którym grupa ekspertów rozwija ruch Pozytywnej Seksualności.

Lawendowy Dom Grażyny Winkowskiej – niewielkie bistro na warszawskim Mokotowie kipiące dobrą, tradycyjną kuchnią Polski i Francji.
Food Forum

29.01.2018

WYGRAJ POBYT W SPA - WYNIKI



HOTEL MIŁOMŁYN ZDRÓJ MEDICAL SPA & VITALITY

Kochani, tydzień temu rozpoczął się konkurs, w którym nagrodą główną jest pobyt w SPA. Oto wyniki konkursu:







Proszę Laureatkę - Agę Lis oraz osoby wylosowane do nagrody pocieszenia: Anka Skakanka, Mortish i Marta Jędrysiak, o wpisanie swojego adresu email, tuż pod swoim komentarzem konkursowym w celu skontaktowania się z Wami.

Wszystkim bardzo dziękuję za udział w konkursie i obiecuję, że będę się starała o więcej niespodzianek dla Was!
Pozdrawiam,
Ania

31.12.2017

JAKI BYŁ MÓJ ROK 2017 pod względem odżywiania. Wnioski, które mogą się przydać i być pomocne dla innych.


Jak mnie znacie to wiecie, że raczej odżywiam się zdrowo. Staram się nie jeść produktów wysoko przetworzonych i w ogóle produktów, które w swoim składzie zawierają coś czego nazwy nie potrafię wypowiedzieć czy zawierają składnik, którego nie znam i nie jest na pewno pochodzenia naturalnego. Do takiego kierunku w odżywianiu motywują mnie moje dzieci, i nie tylko dlatego, że chcę je karmić zdrowo i dobrze, ale dlatego też, że chcę dla nich być jak najdłużej zdrowa i w formie :)

Jak minął mi ten rok 2017 pod względem odżywiania - czego się nauczyłam, co nowego się zadziało i o czym warto abym Wam powiedziała, bo może być to dla Was w jakiś sposób wartościowe? Oto moje podsumowanie i już mogę robić plany na wiosenny detoks :)

W 2017 roku nauczyłam się oczyszczać organizm. Na własnym przykładzie.
To zdecydowanie największe wydarzenie 2017.

Myślę, że wiek mam odpowiedni do tego, aby szukać narzędzi profilaktyki zdrowia i zapobiegania chorobom. Mimo iż nie mam bardzo uciążliwych dolegliwości czy chorób to moja ciekawość dotycząca wpływu diety na zdrowie oraz fascynacja leczniczymi właściwościami pożywienia doprowadziła mnie właśnie do miejsca, w którym oczyszcza się organizm i stosuje detoks jako profilaktykę zdrowia (przede wszystkim, ale nie tylko).

I nie jest to sposób na odchudzanie - od razu zaznaczę :) Choć oczywiście kilogramy lecą w dół, jednak aby utrzymać efekt spadku wagi należy bardzo rozsądnie wychodzić z detoksu, a następnie przejść na ujemny bilans, ale to już zupełnie inny temat i pragnę zaznaczyć, że detoks czy post nie są sposobem na odchudzanie.

W 2017 roku dwukrotnie zastosowałam post warzywno-owocowy dr Ewy Dąbrowskiej, czyli post Daniela.
Pierwszy post przeprowadziłam na wiosnę 2017 w marcu (25 dni), a drugi jesienią, na przełomie września i października 2017 (17 dni).

Moje refleksje dotyczące postów i głodówek możecie znaleźć w artykułach na blogu oraz wpisach na kanałach sociel media (KATEGORIA: POST DR EWY DĄBROWSKIEJ). Zdecydowanie będę nadal powtarzała posty, ponieważ wierzę w to, że są to dobre rzeczy dla mojego organizmu. Dzięki pogłębianiu wiedzy dotyczącej przeprowadzania postów, poznałam narzędzia i rzeczy, które mogą pomóc mi w przyszłych takich wyzwaniach. Na każde z nich się bardzo cieszę, wiem że muszę takie wydarzenia dobrze zaplanować, wiem że będą ciężkie chwile, ale wiem też, że po pierwsze zawsze mogę przerwać, a po drugie czuję po wszystkim wielką radość i korzyści zdrowotne.

Korzyści z moich postów to m.in.
- zupełnie wyeliminowałam bóle reumatyczne, które wracały mi co roku (pod pachą oraz nerw kulszowy). Te bóle zupełnie nie powracają w 2017 i to już od czasu przeprowadzenia pierwszego postu warzywno-owocowego w marcu. Pozwala mi to sądzić że posty eliminują stany zapalne, a wiem że stany zapalne to nic innego jak efekt nagromadzenia się toksyn w organizmie. Dlatego oczyszczanie jakie dzieje się podczas postu warzywno-owocowego dr Dąbrowskiej na pewno jest według mnie lecznicze i skuteczne.
(Sama Dąbrowska tłumaczy to po prostu brakiem dostawy białek i tłuszczy, które gdy organizm nie otrzymuje z zewnątrz - musi pobrać z siebie. Wtedy dochodzi do odżywiania wewnętrznego i to właśnie jest samoleczenie organizmu.)

- utrata wagi jest na pewno plusem postów. Wiadomo, że waga ta częściowo wraca, jednak muszę przyznać, że gdyby nie te posty i wyzwania w 2017 roku, to moja waga początkowa i końcowa (czyli waga ze stycznia 2017 i grudnia 2017) mogłaby się różnić, a jest w sumie taka sama.
Czyli posty pozwalają mi na utrzymanie stałej wagi ciała, co w moim wieku (37 lat) oraz przy moich tendencjach i predyspozycjach jest zadowalającym mnie rezultatem.
Dodam że w 2017 roku nie uprawiałam aktywności fizycznej w zasadzie zupełnie. Niestety przyznaję się do tego bardzo niechętnie, ale takie są fakty - pojedyncze zrywy, wyjścia na siłownię czy trening w domu to były zdecydowanie odosobnione przypadki.(to chcę zmienić na Nowy Rok i już zaczęłam to robić ;)- jestem szczęśliwą posiadaczką karnetu na siłownię i już od grudnia korzystam z niego ;) )

Więcej wniosków z postu warzywno-owocowego znajdziecie we wpisie TUTAJ
Oraz sporo złamanych przeze mnie mitów dotyczących postu TUTAJ.

Oczyszczanie uczy mnie również cierpliwości, odraczania i czekania na przyjemność, wstrzemięźliwości i pokory. Post to duża praca i duże wyzwanie dla naszej psychiki.

Siła jaką ma odżywianie (prawidłowe i błędne) na nasze zdrowie jest dla mnie niezaprzeczalna i stała się inspiracją do podjęcia większych wyzwań, które zaplanowałam na 2018 rok.

W 2017 roku zdecydowanie poszerzyłam wiedzę na temat odżywiania, a w tym na temat postów leczniczych, oczyszczania i detoksu oraz gęstości odżywczej pożywienia. To nauczyło mnie bardziej świadomie karmić rodzinę i wybierać jeszcze lepiej produkty spożywcze.

W bardzo dużym stopniu ograniczyłam w diecie dzieci gluten i nabiał, jako dwa elementy sprzyjające infekcjom górnych dróg oddechowych. Zdecydowanie eliminuję cukier i białą mąkę oraz sól. Przyznam że nie cierpię tych produktów i bardzo mocno się ich wystrzegam. Uważam, że moje dzieci nic nie stracą nie jedząc takich rzeczy, a to co kupują im inni (rodzina) lub co otrzymają w szkolnych posiłkach i tak muszę równoważyć w domu z wielkim wysiłkiem.

W 2017 roku wprowadziłam na stałe do menu dzieci masło orzechowe, zdrowe oleje z orzechów i kokosowy, zielone rośliny liściaste miksowane w smoothies oraz warzywa przemycane w plackach, a także mielone pestki i nasiona, które dosypuję do czego się da :) . Ograniczyłam mięso do 3 razy w tygodniu w zamian wprowadziłam strączki i tofu. Soczewica zaczęła wpadać do zup oraz sosów. Puree z ziemniaków ma dodatek topinambura, a do placków sypię mielone pestki dyni czy mąkę orzechową. Był to zdecydowanie rok "zagęszczania wartości odżywczych".

Dodatkowo stałam się zwolenniczką nieprzejadania co skutkuje lekkimi kolacjami i niejedzeniem czasem już od 18-19 godziny. Przyznam że niejedzenie wieczorne jest dla mnie ciągle wyzwaniem, ale fakt, że czuję się zdecydowanie lepiej gdy wieczorem sobie odmówię jest dla mnie dużą motywacją.

W 2017 roku prowadziłam warsztaty dotyczące gęstości odżywczej pokarmów dla kobiet w ciąży i młodych mam. Dzięki temu upewniłam się, że wiedza dotycząca wartości odżywczych pożywienia jest dla większości osób niejasna, a piramida zdrowego odżywiania to tylko rysunek, który niewiele pomaga.

Napisałam ebooka przeznaczonego dla kobiet w ciąży, w którym pomagam wybierać produkty w zależności od tygodnia ciąży w oparciu o zapotrzebowanie organizmu. Ebook stworzyłam z Instytutem Matki i dziecka oraz Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych. Możecie poczytać o nim TUTAJ oraz go kupić - zostanie Wam przesłany mailem.

Mam również plany na 2018 rok. 
Jak zawsze.
Lubię je mieć i je robić.
Mam nadzieję, że Wy również macie jakieś postanowienia i plany - to bardzo ważne, bo wyznacza nam kierunek, w którym zmierzamy - nawet jeśli nie do końca osiągniemy zamierzone cele akurat w kolejnym roku.

Dla mnie ważne jest planować. Dzięki temu corocznemu planowaniu znam swój kierunek i gdy rok się kończy to jestem zadowolona, że podążałam wybraną drogą.Wiadomo - nie zawsze osiągnę idealny sukces, ale planowanie jest dla mnie jak azymut, którego lubię się trzymać, bo określa w nim to na czym mi zależy i co jest dla mnie wartościowe.

W nadchodzącym roku będę kontynuowała swoją drogę poznawania znaczenia diety w naszym życiu i zdrowiu.

Życzę Wam, którzy to czytacie, aby Wasze wybory jedzeniowe w 2018 roku wpłynęły pozytywnie na Wasze zdrowie. Aby dodawały Wam sił i sprawiały, że będziecie w coraz lepszej kondycji fizycznej i psychicznej.

Szczęśliwego Nowego Roku 2018!
Pozdrawiam serdecznie,
Ania

19.12.2017

3 ŚWIĄTECZNE NAGRODY po 100 PLN na Święta i Nowy Rok - zgarnij jedną z nich!



Dziś zapraszam Was do konkursu na zgarnięcie jednego z trzech bonów 100 złotowych na zakupy na stronie QUICKBOOK.

http://www.quickbook.pl/ 

Będziecie mogli przygotować książeczkę ze zdjęciami, same zdjęcia, plakat lub magnesy, które można przyczepiać do lodówki choć w naszym przypadku znacznie lepszym miejscem jest do tego szkolna szafka - tak przynajmniej twierdzi moja córka :)

http://www.quickbook.pl/


Przygotowanie własnej foto książki jest bardzo proste, ponieważ wystarczy wgrać do systemu QUICKBOOK wybrane zdjęcia, a następnie foto książkę przygotowuje się online.

Interfejs jest prosty, wszystko właściwie intuicyjne, a system podpowiada więc każdy sobie poradzi.

Jeśli chcecie pokusić się o ciekawe rozwiązanie i na przykład samemu przygotować okładkę lub którąś ze stron foto książki robiąc kolaż zdjęć lub dodać na zdjęcie napis, tak jak poniżej zrobiłam to ja, to zapraszam Was do skorzystania z fajnego i prostego programu canva.pl oraz picassa - oba darmowe i bardzo proste.

http://www.quickbook.pl/

http://www.quickbook.pl/

Niezależnie od tego zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie, w którym mam do rozdania dla Was

3x 100pln

czyli można zgarnąć jeden z trzech bonów na 100pln do wykorzystania na produkty z Waszymi zdjęciami.

Wystarczy że w komentarzu napiszecie kiedy w waszych domach pojawiają się pod choinką prezenty oraz kiedy następuje ich rozpakowanie i w jakich okolicznościach. Czyli jednym słowem: jak w Waszym domu wygląda zwyczaj dawania gwiazdkowych prezentów?

Na odpowiedzi czekam z moimi dziećmi do końca piątku 22.12.2017r
Następnie mój mały synek wylosuje trzy zwycięskie komentarze i przekażę Wam kody rabatowe mailem, dlatego najlepiej abyście dopisywali w komentarzach swoje adresy mailowe.
Mam nadzieję że wszystko jasne :)



http://www.quickbook.pl/

http://www.quickbook.pl/

http://www.quickbook.pl/

22.11.2017

KONKURS na rzecz zrównoważonego rybołówstwa



Wspominałam Wam ostatnio o warsztatach, na których dowiedziałam się tego, jak wybierać dobre ryby w sklepie. Dobre dla naszego zdrowia, czyli pochodzące ze sprawdzonego źródła. Dobre też dla środowiska, czyli pochodzące ze źródła kontrolowanego, a szczególnie z łowisk, którym nie zagraża opustoszenie.

Sekret tkwi w wybieraniu produktów opatrzonych niewielkim, niebieskim znaczkiem MSC. Jest to znak, który potwierdza to, że produkt posiada certyfikat zrównoważonego rybołówstwa.

Znak przyznaje powstała w 1997 roku organizacja MSC - Marine Stewardship Council. Mogą otrzymać go produkty  które spełniają zasady zrównoważonego rybołówstwa, a więc przyjaznego ekosystemom i bezpiecznego dla populacji zwierząt.



MSC współpracuje z naukowcami, rybakami i organizacjami na całym świecie. Spożywając produkt ekologiczny oznakowany tym znakiem, wiesz, że jego powstanie nie przyczyniło się do degradacji środowiska.

Ryby muszą być poławiane tak, aby nie zagrażało to ich populacji, ani też populacji żadnego innego gatunku.  Powinna zostać  zachowana  produktywność i różnorodność ekosystemu, w którym prowadzi się połowy. Ponadto muszą być respektowane wszystkie standardy prawne rybołówstwa – lokalne, narodowe i międzynarodowe.

Wielu ekologów uważa, że największym zagrożeniem dla morskich ekosystemów jest przełowienie. Nasz apetyt na ryby jest tak wielki, że przekracza możliwości środowiska morskiego i ma na nie destrukcyjny wpływ.













Wspomniane warsztaty, a w zasadzie nie tyle warsztaty co lunch, prowadziła Daria Ładocha - blogerka, znajoma, postać publiczna. Ugotowała dla nas pyszną potrawę - zobaczcie sami:


No właśnie!
Warto więc wybierać ryby ze znakiem MSC. Jak myślicie, w jakich sklepach w Polsce i które produkty polskie (jakiej marki/z którego przedsiębiorstwa)  posiadają znak MSC?
Osobie, która wymieni najwięcej firm/nazw marek produktów, które są certyfikowane znakiem MSC prześlę miłą niespodziankę - nagrodę, która przyda się w każdej kuchni :) Spróbujcie napisać również w jakich sklepach można znaleźć produkty certyfikowane znakiem MSC.
A czy Ty wybierasz ryby ze znakiem MSC?



Na komentarze czekam do 26.11.2017r do godziny 00:00 :)

Spotkanie z Darią Ładochą odbyło się w lokalu "Na Rybę" ul.Różana (prawie) 42 - to bardzo ciekawe miejsce, przede wszystkim dla fanów smacznej i zdrowej ryby :)
Serdecznie dziękuję za zaproszenie i zapraszam do zabawy z nagrodą niespodzianką :)