Anna Laskowska Dietetycznie Siostro

JAK ZACZĄĆ POST

FAQ, ZASADY, ZAKUPY

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEJADEK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEJADEK. Pokaż wszystkie posty

08.01.2018

JAK NAKARMIĆ NIEJADKA czyli faszerujemy co i jak się da!



Bardzo trudno jest stwierdzić na 100% nietolerancję pokarmową. Istnieje wiele badań i odczynników, wiele z nich jest kosztownych i mało osób decyduje się na testy. Ja swoim dzieciom również nie robiłam testów i nie zauważyłam, żeby jakoś źle reagowali na gluten czy nabiał, ale jestem świadoma tego, że zarówno gluten jak i kazeina, która jest cukrem zawartym w nabiale przyczyniają się do podtrzymywania stanów zapalnych. Czyli w sytuacji przeziębienia - lepiej ograniczyć te substancje, aby organizm łatwiej oczyszczał się z wirusów :)

Dlatego między innymi ograniczam moim maluchom gluten i nabiał.

Dziś polecam pyszne, słodkie, owocowe placki, które są idealne na świeżo ale również na następny dzień zabrane w podróż lub na piknik :)



Składniki
na 10-12 placków

  • 2 duże wiejskie szczęśliwe jajka...no dobra, jajka od szczęśliwych kur :)
  • banan
  • gruszka
  • 2 jabłka
  • 50g mąki migdałowej
  • 100g mąki jaglanej
  • do smażenia wybrałam masło klarowane i olej kokosowy, około 6 łyżek w sumie

Przygotowanie

  • jajka wbijamy do miski, dodajemy mąki. Do uzyskania mąki migdałowej można po prostu zmielić w młynku do kawy płatki migdałowe lub blanszowane migdały.
  • banana i gruszkę blendujemy na mus i dodajemy do miski - wszystko mieszamy na gładką masę - możesz użyć miksera.
  • Jabłka obieramy, kroimy na cząstki bez gniazdek nasiennych i następnie kroimy w plasterki i małe kawałki - dodajemy do rozmieszanej na gładko masy.
  • Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła klarowanego i łyżkę oleju kokosowego i smażymy pierwsze placki. Dodajemy tłuszcz w miarę potrzeb. Smażymy na średnim ogniu, uważnie obracamy po zarumienieniu się po jednej stronie na drugą. Potem kładziemy na papierowy ręcznik i podajemy. 

Mój syn jada placki jaglane ze śmietaną i ksylitolem, córka z miodem. Wy podajcie tak jak wasze dzieci lubią :) Na pewno będą Wam smakowały bo są słodkie i delikatne.
Smacznego!


24.10.2017

NAKARM NIEJADKA PLACKIEM z dosypką a nie z posypką!



Akurat tak się złożyło, że mój synek to klasyczny niejadek, choć bardzo lubi wszelkie słodycze i słodkie bułeczki to jednak bardzo ciężko nakarmić go dobrymi, domowymi wypiekami. Jest w tym temacie wybredny i najchętniej przyjmowałby wszystko co najgorsze.
Codzienność wygląda często tak, że Janek nie podjada między posiłkami ponieważ aby zjadł wartościowy posiłek musi być naprawdę głodny.
Ze zdrowych i względnie zdrowych rzeczy Jaś lubi nabiał, zielone świeże ogórki oraz banany i masło orzechowe...i to właściwie tyle.Acha! Zapomniałam dodać, że czasem zje również ziemniaki gotowane oraz jakiegoś kotlecika z ciecierzycy lub pulpecika z mięsa, ale to niestety zależy od humoru waćpana :)

Natomiast jest jedna potrawa-wytrych! Placki! Wytrych dlatego, że ja do tych placków sypię co popadnie byleby było jak najbardziej wartościowe. Oczywiście zdażyło się wiele pomyłek, gdy zrobione placki nie smakowały nawet i mnie....ale generalnie placek posmarowany masłem orzechowym lub masą z banana i masła orzechowego, to potrawa, którą Jaś wciąga bez mrugnięcia okiem.

Jeśli szukacie sposobu na to jak przemycić trochę zdrowia do menu niejadka to placki są świetnym rozwiązaniem. Możemy do nich dosypywać w zmielonej postaci:
  • pestki dyni (
  • nasiona lnu - siemię lniane (tylko półtorej łyżeczki zaspokoi dzienną potrzebę dziecka na omega-3, zawiera też sporo omega-6)
  • pestki słonecznika (przeciwdziałają zaparciom, są cennym źródłem witaminy E)
  • orzechy - najlepsze to włoskie (półtorej sztuki zaspokaja potrzebę na omega-3 u dzieci) i brazylijskie (wystarczy jeden nieduży aby zaspokoić potrzebę selenu na cały dzień) 
  • pełnoziarniste płatki
  • otręby

Można dodawać o ile dziecku nie przeszkadza (mój uwielbia placki z jabłkami)
  • suszone owoce
  • świeże owoce
  • warzywa
W masę "plackową" można wmieszać pasty i zblendowane:
  • ugotowane kasze
  • soczewicę i inne rośliny strączkowe
Może macie inne pomysły na placki - chętnie przygarnę :)
Dziś podaję przepis na placki, które Wam się ostatnio spodobały na moim instagramie :)

BEZGLUTENOWE PLACKI Z MAGICZNYMI DODATKAMI

Składniki na 12 placków
(mój Jaś zjada 3 na śniadanie lub inny posiłek)

  • 70g mąki jaglanej
  • 45g mąki ziemniaczanej
  • 2 jajka
  • 100ml jogurtu (u mnie kozi naturalny)
  • 25g pestek z dyni (zmielonych w młynku)
  • 20g mielonego siemienia lnianego
  • 25g amarantusa ekspandowanego
  • 3g sody oczyszczonej
  • 20g erytrytolu lub ksylitolu (opcjonalnie) ja czasem używam a czasem polewam placki miodem odrobinkę :)


Przygotowanie

Składniki łączę i smażę po 3 sztuki na jedną łyżkę tłuszczu. Używam z reguły oleju kokosowego lub winogronowego do placków na słodko oraz rzepakowego do placków wytrawnych.

W kolejnym przepisie przedstawię Wam wersję z kaszą i ziołami.

A jak Wy przemycacie dzieciakom składniki odżywcze?


07.08.2017

Golem i Pigmalion - A TY CZYM KARMISZ SWOJE DZIECKO?




Może pamiętacie z lat szkolnych gdy nauczyciel mówił do Was, że w dziedzinie którą uczy, mistrzami nigdy nie będziecie? Albo jak z ust belfra padało co i rusz: „znowu źle, czy Ty nie potrafisz się nauczyć”? 

ANO NIE POTRAFI!
Bo skoro nauczyciel matematyki twierdzi, że nie potrafi i przyczepił już etykietkę niezdolnego ucznia – to uczeń z niemalże całą pewnością nie będzie potrafił! Jego wiara i pewność siebie zostaną zachwiane, a motywacja spadnie na łeb, na szyję.

TAK SAMO JEST Z JEDZENIEM



Wiele razy siedząc w restauracji słyszałam głos dobiegający z sąsiedniego stolika "ale ona tego nie zje"! "mój syn tego nie zje"! "wiedziałam, że tak będzie - znowu jak jesteśmy w restauracji to on nie je!".

Te słowa oczywiście dotyczyły dzieci, a wypowiadane były przez... kochające matki :(
Tylko jaki może być przewidywalny efekt takich słów? - ano, dziecko tego nie zje! I mimo iż my sami chcemy, aby ta marchewka czy brokuły były zjedzone, to po takiej zachęcie dziecko nie ma zbytnio motywacji do ich zjedzenia, prawda?

Dlatego ten post dedykuję właśnie tym mamom, które wypowiadają takie słowa na głos - nie tylko do własnych dzieci, ale wręcz obwieszczają te słowa światu, a wraz z nimi mówią co ich dziecko będzie jadło, a czego nie - zanim malec sam podejmie decyzję.


JAK TO DZIAŁA? 

Ano jeśli usłyszymy negatywne oceny i spotkamy się z brakiem wiary w nasze siły – o wiele trudniej nam przezwyciężać trudności. Dzieci, których rodzice nie wspierają, „spisują na straty” i etykietkują jako tych co nie zjedzą marchewki, sera czy pomidora, są w bardzo trudnej sytuacji i często jeszcze później niż reszta rówieśników, próbują nowych rzeczy.




SAMOSPEŁNIAJĄCE SIĘ PROROCTWO
 
Czyli efekt Golema i Pigmaliona, wywodzą się z mitologii i polegają na tym, że:

1. jeśli nasz autorytet (tutaj rodzic) uważa nas za niezdolnego w jakimś temacie (tutaj niezdolnego do zjedzenia marchewki) – to powoli tacy niezdolni się stajemy. To jest efekt Golema. 

i odwrotnie

2. jeśli rodzic nas wspiera i uważa za zdolnych, nasze wyniki szybują w górę. To jest efekt Pigmaliona. Warunkiem jest jednak wiara w dziecko i w to, że mu się uda.



EFEKT PIGMALIONA
Teorię tę zweryfikowały eksperymenty, opisano je m.in TU Jeden z eksperymentów przeprowadził harvardzki psycholog Robert Rosenthal w szkole w San Francisco. Poprosił o poinformowanie nowych nauczycieli, że mają w klasie pięciu wybitnie uzdolnionych uczniów, rzekomo szczególnie predestynowanych do uzyskania wysokich osiągnięć w nauce. Pomimo, że w rzeczywistości uczniowie ci nie wyróżniali się niczym spośród pozostałych – pod koniec roku to właśnie oni zrobili największe postępy. W teście na inteligencję uzyskali od 15 do 27 punktów więcej. Co więcej z obserwacji nauczycieli wynikało także, że dzieci te były bardziej szczęśliwe, towarzyskie, autonomiczne, dociekliwe i czułe niż pozostałe.
Kolejne liczne badania potwierdzały zauważoną tezę – wzrost kompetencji był znacząco wyższy u tych uczniów, którzy przedstawieni zostali nauczycielom jako wybitnie zdolni(niezależnie od ich rzeczywistego potencjału).
i tak to już jest.

CO SIĘ DZIEJE Z DZIECKIEM
To wręcz oczywiste – dziecko dostaje powera, ma więcej motywacji, jego samoocena rośnie, podwaja się samoakceptacja, potraja wiara we własne siły. To działa jak efekt kuli śniegowej – im bardziej chwalimy i motywujemy tym lepsze mamy dzieci - we wszystkim, nawet w jedzeniu marchewki!

JAK TO DZIAŁA U MNIE W DOMU
Wyznaje wiarę w efekt Pigmaliona i dlatego stosujemy go  z mężem jako główną "broń" na nasze dzieci. Codziennie od rana wmawiamy im jacy są świetni, jak mega fantastyczne rzeczy robią i jak duże są ich postępy.

Co do jedzenia zaś to, do nakarmienia mamy dwójkę dzieciaków z innymi gustami kulinarnymi. Natalia uwielbia pomidory, a Janek ogórki - przy czym jedno nie tknie drugiego :) Natalia ser, Janek wędlinę. Natalia jabłka, Janek banany, których Natalia nie cierpi. Natalia frytki, Janek ziemniaki z wody. Natalia pizzę, Janek makarony. Natalia nie tknie jogurtu - Janek go uwielbia. Janek nie cierpi dżemu i w ogóle owoców prócz bananów - Natalia się nim zajada oraz zajada się owocami jak szalona! Jenak ubóstwia ser biały, Natalia żółty przy czym obok białego nie chce siedzieć....i tak dalej....
I mimo tego, że u nas na stole w domu pojawia się wiele różnych potraw, że nie działamy szablonowo, w stylu: mielony, schabowy, pierogi, naleśniki i od nowa Polska Ludowa! To jednak dzieci wybierają, wybrzydzają, odmawiają i nie chcę często jeść tego co im podajemy, a przecież gotuję uwzględniając ich gusta kulinarne.

Fakt jest jednak taki - że gusta są zmienne i rodzice często o tym zapominają wypowiadając magiczne "on tego nie zje"!

Dlatego jeśli nie jesteśmy w stanie szczerze i z przekonaniem oraz bez lęku nałożyć na talerz naszemu dziecku czegoś czego nie jada i zachęcić go do tego to podaję kroki, według których sama postępuję w domu, dzięki czemu Natalia jada ogórki, biały ser, jogurt, wędlinę i banany, a Janek jada pomidory, jabłka, truskawki, marmoladę, pizzę, owocową galaretkę, marchewkę i brokuły - choć jak ich spytać to pewnie temu zaprzeczą :) i wcale nie chowam tych produktów pod te, które lubią!

ETAP 0
Wykładasz na stół na półmiskach i talerzach wszystko to co chcesz aby twoje dziecko zjadło. Następnie każdy nakłada sobie na swój talerz to co chce jeść. Dziecko jest zachęcane do nałożenia sobie wszystkiego, ale nie ma przymusu, ani słów krytyki jeśli nie nałoży np. marchewki.


ETAP 1
Według mnie jeśli chcesz aby dziecko coś zjadło - to musisz mu to położyć na talerzu. Jak dostawało od Ciebie mleko w pierwszych miesiącach życia, to nie pytałaś go o zdanie.
Koniec z rozkładaniem półmisków z których każdy bierze co chce. Koniec z pytaniem "co Ci nałożyć".

Nakładasz każdemu na talerze i podajesz pod nos.



Oczywiście możliwe, że zacznie się lament, ale takie są początki - spokojnie! Pierwsze kilka razy będziesz może musiała nawet usunąć z talerza "niechcianą marchewkę", ale po kilku kolejnych razach zaczniecie ją jedynie odsuwać na bok talerza, a gdy sama zrozumiesz, jak tolerancja dziecka wzrasta - zacznie się etap drugi :)

ETAP 2
Czas na delikatne słowa zachęty. Nienachalne i z wyczuciem budowanie odwagi przed "okropną marchewką". Już się do niej przyzwyczailiście - widać, że można, więc teraz czas ją troszkę podotykać, poskubać widelcem, niby przypadkowo nałożyć na widelec i przeprosić, że się zapomniało przecież, że "miało być wszystko ale bez marchewki" - i tak dalej.

Przy czym nie wspominamy o marchewce najlepiej wcale jeśli nadal nie wierzymy w tę technikę i w to, że nasze dziecko może ją zjeść.

Natomiast wspominamy co i rusz marchewkę położoną na talerzu i co kęs lub dwa, zapytujemy czy tym razem z marchewką jeśli zaczynamy wierzyć że nasze dziecko w końcu zje tę marchewkę :)

No i wciąż chwalimy pięknie jedzony posiłek.

Ten etap trwa do czasu gdy dziecko samo zjada tę marchewkę, a potem ZNOWU odmawia jej zjedzenia!... a potem znowu zjada. I tak w kółko...To etap trzeci.


ETAP 3
To takie, jak ja to nazywam "lubię jak mi się chce". Czyli jem "okropną marchewkę" jak mi się podoba, od czasu do czasu, tylko z wybranymi potrawami, tylko w konkretnej kompozycji - ale to już każda matka zauważy.

i to już jest sukces. I osiągnięty został tym, że nie przypinaliśmy naszemu dziecku etykiety niezdolnego do zjedzenia marchewki. I chwaliliśmy!! A najlepiej jeśli dodatkowo zastosowaliśmy z przekonaniem efekt Pigmaliona - zachęcaliśmy oraz jeszcze raz chwaliliśmy :)

A tak w ogóle, to najlepiej stosować ten efekt we wszystkim czego chcemy, aby nasze dziecko robiło najlepiej - nawet jeśli na razie nie jest w tym wcale najlepsze :) bo najlepsze jest przecież w jedzeniu lodów!


Jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz czytać takich więcej koniecznie – daj mi znać!To na moim blogu nowość, ale uznałam, że mam już na tyle doświadczenia i wiedzy, że czas się tym zacząć dzielić :)
Jestem absolwentką pedagogiki, kocham dzieci (nie tylko swoje ;) ) i żywo interesuję się technikami wychowywania oraz wiele takich ciekawych technik stosuję w swoim domu.